środa, 6 stycznia 2016

List

Od bladego świtu Elsa trwała przy oknie. Obserwowała spokojne, jasnoniebieskie niebo, eleganckie żywopłoty i dzikie, ciemnozielone drzewa za ogrodzeniem. Gdyby pokój znajdował się po przeciwnej stronie, może nawet mogłaby dostrzec cienki, szary pasek morza. Wyczekiwała aż mała, latająca plamka zakłóci błękit nieba. To miała być sowa niosąca list ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Dziewczynka czekała na niego od dawna. Odliczała każdy miesiąc, tydzień i dzień w atmosferze lekkiego niepokoju.
Rodzice byli pewni, że ich córka znajduje się na liście uczniów — nie martwili się o to. Obawiali się natomiast, czy w ogóle posłać Elsę do szkoły. Nie mieli pewności, czy wśród rówieśników samotnie poradzi sobie z ciążącą na jej barkach klątwą.
Dziewczynka starała się odpowiadać optymistycznym myśleniem na ich niepewność. Wierzyła, że mama i tata się zgodzą na wyjazd do szkoły. Znajdzie się wśród innych ludzi w jej wieku. Może niektórzy ją polubią. Może znajdzie przyjaciół. Może nie od razu całą grupę, ale jednego lub dwóch na dobry początek. Myślała już o tym, jak będą wyglądały lekcje, i ile czasu spędzi na nauce.
Kiedy zobaczą moje oceny, nie pożałują, że pojechałam do Hogwartu — przyrzekła sobie Elsa.
Między optymistyczne wizje roku szkolnego, jeśli rodzice się zgodzą na wyjazd, wkradały się niepokoje. Obawiała się i to bardziej, niż chciałaby przyznać. Rzadko opuszczała swój bezpieczny, cichy pokój — jedyne miejsce, gdzie była sobą. Bała się, że gdy wyjdzie z domu, nie poradzi sobie z utrzymaniem swojej tajemnicy. Jednak najstraszniejsze było to, że mogła przypadkiem kogoś skrzywdzić dzięki klątwie.
Godziny płynęły ociężale. Na niebieskim niebie pojawiały się delikatne chmury. Skrzaty przyniosły obiad. Później podwieczorek. Rodzice czekali razem z córką. Robiło się ciemno, a ona naprawdę zaczynała się denerwować.
Może sowa zabłądziła? Może rodzice ją zatrzymali? Może zdecydowali, że będzie uczyła się w domu? Nie. Powiedzieliby jej. Na pewno by jej powiedzieli. Może w Hogwarcie nie chcą takich jak ona?
Gdy niepewności w niej wręcz kipiały, w szybę zastukała brązowa sowa trzymająca w dziobie list zapieczętowany hogwarcką pieczęcią.

12 komentarzy:

  1. Yay! Prolog trochę krótki, ale da się przeżyć.
    I Jack nie jest Strażnikiem! ^^ Już zaczyna mi się podobać. ^^ I jest też jego siostra! Szablon jest naprawdę dobrze wykonany. Sama chciałabym umieć robić coś takiego.
    I Jelsa w Hogwarcie! Niedawno czytałam (chyba po raz dziesiąty) Twojego poprzedniego bloga. Myślę, że z takim talentem pisarskim ten będzie równie dobry. Już nie mogę się doczekać.
    Pozdrawiam i weny! ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie! Tyle czekałam! ^^
    Co z tego, że krótko?! Ważne, że wreszcie mogłam przeczytać początek nowej historii o Jelsie :)
    Bardzo mi się spodobało, czekam na kolejny rozdział ;)
    Zapraszam do mnie :)
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Krótki, ale już mnie zaciekawił! ^^
    Czekam na rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  4. Krótki ale ciekawy prolog :D
    A tak po za tym to nagłówek bloga jest piękny! <3 Sama go robiłaś? (Jak tak to czym? [wiem, durne pytanie ...])

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo ♡♡♡♡ Już kocham tego bloga! Jesteś najlepszą autorką fanfickow NA ŚWIECIE!

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj :) podoba mi się prolog Twojej historii i lecę dalej!
    Cudny szablon ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prolog niezwykle króciutki, ale to nie jest jego wada. Fajnie wprowadza w klimat opowiadania. Jestem niezwykle ciekawa jak Elsa poradzi sobie w Hogwarcie, jak sie tam odnajdzie. To wyjątkowe połączenie, na to właśnie czyhalam w blogosferze! :3
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że teraz patrząc na prolog, wydaje mi się za krótki... Zapraszam do dalszego czytania, wydaje mi się, że z każdym rozdziałem jest coraz lepiej ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń