poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział I — Emma Frost Gryfonką

Gdy Jack wylądował w palenisku, przez chwilę nie poruszał się. Wydawało mu się, że za moment zwróci obiad, który jadł dość dawno.
— Co tak późno? Wszyscy już są w powozach! Roszpunka i Czkawka zajęli nam miejsca. — Usłyszał znajome gderanie.
Otrząsnął się i podniósł, kaszląc, a następnie wyszedł z paleniska. Przetarł twarz dłońmi. Otworzył oczy i zobaczył swoją przyjaciółkę, Meridę, zniecierpliwioną, ale lekko uśmiechniętą. Stała przed nim w nowiutkiej szacie ucznia Gryffindoru. Na koszuli miała czerwone plamy, prawdopodobnie z soku. Ognistorude loki zebrała w niechlujny koński ogon.
— Miłe przywitanie — mruknął z kąśliwym uśmiechem — gdzie moja siostra? Dotarła na miejsce?
Merida nonszalancko włożyła ręce do obszernych kieszeni płaszcza. Jack starał się otrzepać swą podniszczoną szatę z sadzy; już raz odjął swojemu domowi kilka punktów za brudną koszulę podczas uczty powitalnej.
— Taka mała, przerażona? Tak, widziałam. Powiedziała, że jest na pierwszym roku. Chciała czekać na ciebie, ale pierwszoroczni już wyruszali w stronę jeziora. Kazałam jej iść do nich.
— To dobrze. — Jack wytaszczył z paleniska kufer Emmy i swój.
Opuścili lokal, w którym znajdował się kominek podłączony do sieci Fiuu. Wielu uczniów korzystało z niej, aby pierwszego września dostać się do Hogsmeade. Co prawda, podróżowanie tym sposobem nie było zbyt przyjemne.
Merida pomagała Jackowi zanieść kufry do miejsca, skąd miały zostać zabrane do Hogwartu.
— Powinni wymyślić jakiś lepszy środek transportu — narzekał chłopak. — Tak, aby wszyscy jednocześnie nim podróżowali. Wiesz... wszyscy zbierają się o ustalonej godzinie i razem dostają się do Hogsmeade.
— Ta... i co to niby miało być? — Merida zmrużyła niebieskie oczy.
Nie potrafił odpowiedzieć.
Zaczęli rozmawiać na swój ulubiony temat. Omawiali finał Mistrzostw Świata w Quidditchu. Jack okropnie zazdrościł Meridzie, która widziała na żywo finałowy mecz. On mógł najwyżej o tym pomarzyć.
— Nawet nie wiesz, jak wspaniale tam było! — paplała podekscytowana.
Szli przez wioskę żwawym chodem, witając się z jej mieszkańcami. Było już ciemno. Nie spotkali żadnego ucznia, Jack uznał, że wszyscy już czekają w powozach.
— Czkawka i Roszpunka na pewno zajęli nam miejsca? Nie chciałbym iść na piechotę do zamku. — Kwaśno się uśmiechnął.
— Jasne, jasne... — uspokoiła go Merida — ale nie jesteśmy w powozie sami...
— A kto jedzie z nami? Edward? Karol?
Zobaczyli już piętrzący się stos kufrów, a za nim stojące powozy. Woźny pilnujący bagaży machnął na nastolatków dłonią wyraźnie zdenerwowany. Jack i Merida przyśpieszyli. Denerwowanie woźnego jeszcze przed rozpoczęciem lekcji nie byłoby dobrym pomysłem.
— Sam zobaczysz — mruknęła tajemniczo.
Podeszli już do stosu kufrów. Woźny łypnął na nich niechętnie. Potem popatrzył na listę, którą trzymał w rękach. Znów skierował spojrzenie na Jacka i Meridę.
— Frost... znowu spóźniony. Za spóźnienia powinny być szlabany... Czyj ten drugi kufer? — warknął.
— Mojej siostry — odparł Jack bez żadnego przywitania. — Możemy już iść?
Woźny, gderając coś pod nosem o lekceważeniu zasad, machnął ręką, pozwalając im odejść. Jack chętnie pozbył się kufra, stawiając go obok bagażu swojej siostry. Ruszył z Meridą ku ostatniemu powozowi. Zastanawiał się, z kim jeszcze mieli jechać, oczywiście oprócz Roszpunki i Czkawki.
Znaleźli się już przy ich pojeździe. Przez szybę zauważył Czkawkę, nieporadnie próbującego otworzyć pudełko Fasolek Wszystkich Smaków. Jack uśmiechnął się sam do siebie na myśl, że po raz pierwszy od dwóch miesięcy zobaczy swych przyjaciół w komplecie. Pisali do siebie, ale to nie to samo...
Merida pierwsza wpakowała się do powozu, a on tuż za nią. Gdy tylko zamknął drzwi, pojazd samodzielnie ruszył.
Jack ledwo co utrzymał równowagę. Zachwiał się. Opadł na siedzenie obok Roszpunki.
Jej znakiem rozpoznawczym, oprócz nietypowego zwierzątka, kameleona Pascala, były kilkumetrowe, złote włosy. W powozie trzymała większość swej czupryny na kolanach jak jakieś milusie zwierzątko. Twarz dziewczyny była zawsze rozpromieniona, nieco piegowata; zielone oczy wesołe.
— Na brodę Merlina, Jack, jak ty wyglądasz? — pisnęła Roszpunka. — Biłeś się ze smokiem, czy co? Jesteś cały w sadzy! Tak miło cię widzieć! Opowiadaj, jak tam wakacje? Twoja siostra idzie teraz do Hogwartu, tak? Jak myślisz, do jakiego domu trafi?
Objęła serdecznie zasypanego gradem pytań przyjaciela.
Ich znajoma, siedząca obok Czkawki, skrzywiła się. Tajemnicza pasażerka się ujawniła. Jack uznał, że najlepiej będzie ignorować jej obecność. Nie miał ochoty psuć sobie humoru na początku roku rozmową z kimś tak zadufanym w sobie.
— Ciebie też miło widzieć! I ciebie też, Czkawka — dodał, gdy Roszpunka go puściła. Spojrzał na przyjaciela i dopiero wtedy zauważył przypiętą do jego szaty odznakę. — WOW, STARY, JESTEŚ PREFEKTEM?!
Czkawka zrobił się czerwony jak burak po same uszy. Wepchnął kilka Fasolek Wszystkich Smaków do ust i podstawił pudełko Jackowi.
— Tak... — wymamrotał Czkawka. — Pisałem ci przecież w liście...
— To ty tak na serio? Myślałem, że sobie żartujesz! — Jack poczęstował się łakociami; był okropnie głodny.
Czkawka odstawił pudełko na siedzenie i mamrotał coś o tym, że to musi być jakaś pomyłka.
— To nie żadna pomyłka — zapewniła Roszpunka. — Miałeś niesamowite wyniki na egzaminach!
Jack był pewien, że jeśli ktoś jeszcze raz pochwali Czkawkę, to jego coraz bardziej czerwona głowa eksploduje.
— To co... będziesz mi dodawał punkty, jak coś... — zażartował Jack.
Elsa Vintersen, czyli dziewczyna siedząca obok Czkawki, poruszyła się. Zauważył, że do jej szaty także przypięta była odznaka prefekta Ravenclawu. Jednak Elsy nie miał zamiaru chwalić za to.
— Prefekci nie mogą dodawać punktów. Mogą je odejmować — odparła zniesmaczonym tonem.
— A mogą zachowywać się mniej przemądrzale? — odgryzł się. — Jest jakiś podpunkt o tym w regulaminie prefekta, Vintersen?
Merida parsknęła kpiącym śmiechem, a Roszpunka spojrzała na Jacka wzrokiem w stylu: błagam, odpuść.
Elsa Vintersen nie odpowiedziała. Wbiła spojrzenie zimnych, niebieskich oczu w las za oknem. Splotła palce dłoni ubranych w rękawiczki.
Jack nie ukrywał faktu, że nie lubił Elsy Vintersen. Odkąd pamiętał, zawsze kiedy dowiadywała się o planowaniu jakiegoś kawału przez niego, donosiła nauczycielom. Teraz Elsa Vintersen została prefektem i mogła bez skrupułów odejmować punkty za takie głupoty jak koszula wystająca ze spodni.
Postanowił jednak ignorować ją w czasie podróży do zamku. Sama mu w tym pomogła — na szczęście, nie odezwała się ani słowem; czasem zaszczycała ich tylko spojrzeniem.
Gdy powozy przejechały przez bramę pomiędzy dwoma posągami uskrzydlonych dzików, zaczęli powoli zbierać się do wyjścia. Czkawka był okropnie przejęty, bo miał przed ucztą iść na spotkanie prefektów. Roszpunka próbowała go uspokoić, a Jack i Merida żartowali z niego. Zbliżali się do majestatycznego zamku.
Pojazd zatrzymał się przy kamiennych schodach, na których szczycie znajdowały się dębowe drzwi frontowe. Po stopniach już wspinali się uczniowie z pierwszych powozów.
— Nareszcie. Jestem taaaka głodna! — jęknęła Merida, wygramoliwszy się na zewnątrz.
Za nią wyszli pozostali. Elsa Vintersen bez słowa ruszyła schodami w stronę Sali Wejściowej.
— Zapomniałem zapytać ją, gdzie ma być to spotkanie... — przypomniał sobie Czkawka. — Chyba... pobiegnę za nią.
Czym prędzej wbiegł do zamku. Merida, Roszpunka i Jack, nie spiesząc się, weszli do przestronnej Sali Wejściowej oświetlanej przez liczne pochodnie. Przepychani przez wchodzących uczniów, tróje przyjaciół postanowiło razem z tłumem udać się do Wielkiej Sali.
Pomieszczenie było ogromne. Znajdowały się w nim cztery stoły uczniowskie (każdy dom miał jeden) i nauczycielski, z którego grono pedagogiczne mogło obserwować całą salę. Pod sufitem wisiały tysiące świec.
Roszpunka odłączyła się od Jacka i Meridy; usiadła przy stole Ravenclawu, od razu zagadując kolegów z domu. Pozostając już tylko we dwoje, dołączyli się do reszty Gryfonów.
— Czemu Czkawka się tak stresuje? — spytał Jack.
— No wiesz, jego ojciec, jakby to ładnie powiedzieć... niezbyt się ucieszył, że został prefektem. — Nawinęła na palec kosmyk rudych włosów. — Znaczy się... no, moja matka pewnie zwariowałaby z radości, gdybym została prefektem. Chodzi o to, że ojciec Czkawki raczej nie zwrócił na to uwagi. Olał to.
Jack mógł się spodziewać, że pan Haddock nie wyprawi swojemu synowi wielkiej imprezy z tej okazji.
Przywitał się siedzącym nieco dalej z Edwardem Potterem, kolegą z drużyny.
— Znowu mu truje o zabijaniu smoków — domyślił się Jack.
— Jak ci się wydaje? — odparła Merida.
Czyli truje o zabijaniu smoków.
Kiedy usiedli, już po sekundzie Edward wcisnął się między nich, uśmiechając się od ucha do ucha. Potter przeczesał dłonią czarne, rozwichrzone włosy i zaczął rozmowę. Oczywiście na temat quidditcha. Miał większego bzika na punkcie tej dyscypliny sportowej niż Merida — co, według Jacka, oznaczało już obsesję. Jednak Potter szybko zmienił temat.
— Wiecie, co mają zorganizować w szkole? Jeśli tak, to muszę się zgłosić...
Merida uniosła brwi.
— Czyli... te plotki są prawdziwe?! — przerwała Edwardowi wyraźnie poruszona.
— Jakie plotki? — spytał zdezorientowany Jack.
Nie poznał odpowiedzi.
Drzwi Wielkiej Sali otwarły się głośno. Profesor Ambler wprowadziła rząd pierwszoroczniaków. Większość z nich wyglądała na przerażonych. Jack wyszukał wśród nich Emmę, która rozglądała się nerwowo po pomieszczeniu. Spojrzała na brata, a on uśmiechnął się krzepiąco. Co prawda wcześniej nastraszył ją, że przydzielają do domów po wykonaniu serii skomplikowanych testów, których nie miałaby szans pozytywnie zdać...
Pani profesor ustawiła przed nowicjuszami mały stołek, a na nim starą, połataną gdzieniegdzie tiarę. W sali powoli cichło. Rozdarcie przy rondzie kapelusza rozwarło się jak usta.
Tiara zaczęła śpiewać:

Czterej mistrzów magii Hogwart założyło,
Dobrą przyszłość to działanie wróżyło.
Ravenclaw tylko mądrych nauczała,
Hufflepuff porządnych przyjmowała.
Ambitnych i sprytnych Slytherin uczyć chciał,
Gryffindor odważnych i mężnych w pieczy miał.
Lecz zwady duże i małe,
Niekończące się wyrzuty i żale,
Skłóciły czwórkę wielkich czarodziei,
Na ugodę ze strony Salazara nie było nadziei.
Gdy życie założycieli dobiegło końca,
Ja wybieram wam dom, tiara mówiąca.
Śmiało, młodzieży, przybywajcie,
Na swą głowę już mnie wkładajcie.
Poznam każdą cechę waszą, wszystko rozważę
I najsłuszniejszą drogę pierwszorocznym wskażę.

Ze strony uczniów i nauczycieli posypały się oklaski.
Magiczny kapelusz co rok wymyślał nową pieśń, którą witał pierwszorocznych. Jack pomyślał, że gdyby tyle czasu czekał na ponowną Ceremonię Przydziału, to sam z nudów wymyśliłby piosenkę.
— Lepiej by brzmiało, gdyby zaśpiewała, że Slytherin miał wszystko w nosie — szepnęła Merida do ucha Jacka. Uśmiechnął się do niej półgębkiem, zerkając na kilku Ślizgonów, z którymi miał na pieńku.
Profesor Ambler rozpoczęła Ceremonię Przydziału od rozwinięcia rolki pergaminu i wyjaśnienia pierwszorocznym, na czym polega przydzielanie domów:
— Kiedy wyczytam czyjeś nazwisko, osoba ta siada tutaj na stołku i zakłada tiarę. Po otrzymaniu przydziału idzie do stołu swojego domu. — Zmrużyła oczy, próbując odczytać pierwsze nazwisko na liście. — Abbott Julia!
Julia Abbott, wysoka jedenastolatka o bardzo zdziecinniałej twarzy, usiadła na stołku i włożyła magiczny kapelusz. Po kilku sekundach nakrycie głowy oznajmiło:
— Hufflepuff!
Dziewczynka zeskoczyła ze stołka i usiadła przy stole Hufflepuffu; towarzyszyły temu gromkie oklaski Puchonów. Następnymi byli: Amarillo Leon; Aaron Black; Cassandra Black; Brown Casia; Ethan Carter. Blackowie trafili do Slytherinu — byli głośno oklaskiwani przez Ślizgonów; Casia i Leon trafili do Gryffindoru, a Ethan do Ravenclawu.
— Frost Emma — odczytała profesor Ambler.
Jack ożywił się. Wychylił się tak, że mógł spaść z ławki. Emma niepewnie włożyła tiarę na rozczochrane, brązowe włosy. Jack czekał w napięciu, zastanawiając się, gdzie trafi jego młodsza siostra.
Na pewno nie do Slytherinu — pomyślał. On i Emma pochodzili z mugolskiej rodziny, więc nie było szans, aby tiara przydzieliła jego siostrę do Slytherinu. Zaczął rozważać inne możliwości, do jakiego domu może trafić Emma. Gdyby trafiła do Hufflepuffu, śmiałby się z niej chyba do końca życia.
Tiara krzyknęła:
— GRYFFINDOR!
Jack klaskał najgłośniej spośród wszystkich Gryfonów. Emma uradowana zeskoczyła ze stołka, prawie zapominając, że dalej ma na głowie magiczny kapelusz. Odłożyła go i pobiegła do stołu Gryffindoru. Usiadła przy swoim bracie.
— Kłamałeś! — oskarżyła go, chociaż ciągle się uśmiechała. — Wcale nie było żadnych testów!


~ * ~ * ~ * ~


Hej!
Dopiero teraz wstawiam pierwszy rozdział, bo musiałam wiele w nim poprawiać. Mam nadzieję, że czytanie sprawi wam przyjemność. Jeśli coś jest źle, to piszcie.
Pozdrawiam!

18 komentarzy:

  1. Już kocham tego bloga!
    Uwielbiam, kiedy Jack nie lubi Elsy, potem się godzą i takie tam rzeczy. I potem wszystko dąży do super zakończenia. Czyli Turniej Trójmagiczny niedługo się rozpocznie! ^^ Jestem prawie pewna, że Jack się dostanie. Ech, przeczuwam tutaj niezłą historię. I siostrze Jacka nic nie jest! I oboje są ludźmi! No dobra, już zakochałam się w tym blogu. Ech. Dobrze jest na powrót czytać Twoją Jelsę w Hogwarcie. Stęskniłam się za tym. :P
    Rozdział jest świetny. Długość mi odpowiada, treść również, no i ten styl pisania, który wręcz ubóstwiam. Chciałabym chociaż w minimalnym stopniu napisać coś takiego, jak ty.
    Pozdrawiam i życzę weny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadam z opóźnieniem *robi śliczne oczy*
      Bardzo dziękuję za miłe słowa :D
      Zaczęłam czytać twoje opowiadanie (nie komentowałam do tej pory, wybaczysz? Chcę doczytać do najnowszego rozdziału i wtedy zostawię komentarz) i jest naprawdę super :D
      Dziękuję i wzajemnie!

      Usuń
  2. Rozdział zarąbisty! ale.....mój raju, czemu Elsa jest taka....nie fajna (XD) i czemu jest w Revenclawcie, a nie w Grifindorze!? I W DODATKU JACK JEJ NIE LUBI!!!!! Błagam, powiedz , że tiara przedziału się co do niej pomyliła, na stare lata już mogła sobie coś tam w tej....czuprynie (??? XD) pomerdać! XD
    Nie no żart (wcale nie!) (ciiiii! XD)
    Czekam na next i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Szczerze mówiąc, to miałam taki zamiar, aby Elsa była mniej ,,wyluzowana". Szczerze mówiąc, po przeczytaniu mojego poprzedniego bloga, zastanowiłam się:
      ,,Dobra, Jack w Slytherinie, jeszcze da się jakoś wytłumaczyć. Ale Elsa, na gacie Mikołaja, czemu ja ją tam umieściłam?!" :D
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. "Jeśli coś jest źle, to piszcie."
    Źle? Dla mnie bezbłędnie! Po prostu idealnie! Lepiej, by nikt tego nie napisał. Jak Ty to robisz? To wręcz nierealne. Zgadzam się z Kasią Owczarek ja również uwielbiam kiedy Jack na początku nie darzy sympatią Elsy, a potem się do niej przekonuje i robi się romantycznie ^^ Świetny pomysł na bloga. Mi osobiście nie przeszkadza to, że Elsa jest ze Ravenclawu, a Jack Gryffindoru to może być nawet bardzo ciekawe. Nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów! Każda historia jaką piszesz lub pisałaś jest genialna. Pozdrawiam i mnóstwo weny życzę!!
    ~Alissa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :D
      Pozdrawiam i dziękuję!

      Usuń
  4. Zgadzam się z Alissą! Najlepsze są historie gdzie nie ma od razu miłości jelsowej bo to trochę nudne.... a twoja historia jest boska! Brak mi słów na komentowanie tego rozdziału! :D

    Weny, czasu i chęci! ^^

    ~Willow (czytałam to już na wattpadzie ale wole tu zostawić komentarz :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardziej lubię Jelsę, gdzie nie lubią się od początku :). Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ja spóźniona jak zawsze v,v
    Rozdział cudowny.
    Zobaczyłam jeden błąd, ale nie duży. Po prostu o tu>>> " Nie zdążyli mu odpowiedzieć. Drzwi Wielkiej Sali otwarły się głośno. Profesor Ambler. wprowadziła rząd pierwszoroczniaków do pomieszczenia." po "Profesor Ambler" nie powinno być kropki. Ale to jedyne co zauważyłam i nie przeszkadza jakoś w czytaniu ;-)
    Weny! ~Snowmoon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka spóźniona :D? *jestem mistrza spóźniania się*
      Bardzo dziękuję za wyłonienie tego błędu, już go poprawiłam. Pisząc ten rozdział, ciągle wkradały mi się niepotrzebne przecinki i kropki... była zbyt późna pora na pisanie :)
      Bardzo dziękuję i także życzę weny! :D

      Usuń
  6. MIAZGA <3 lecę do następnego :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Wątek z nastraszeniem młodszej siostry - tak bardzo prawdziwy.
    Jeszcze pamiętam, że po drodze na pobieranie krwi, moja starsza siostra mówiła iż wytną mi kawał wątroby. Oj, no wiesz, byłam mała i SERIO się wystraszyłam. Nie biadolę już, do rzeczy.
    Szablon bardzo ładny, miło się czyta, nie bolą oczy. Opowiadanie wciągające, aż wystygła mi zupa. Nie zamęczasz szczegółami, rozmowy są na luzie: Duży +.
    Jestem szczerze zaciekawiona, co będzie dalej, więc lecę czytać kolejny rozdział.
    http://nordycka25.blogspot.com
    Pozdrowienia,
    Nighty

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się podoba ;) Nie ma tu nic wymuszonego i przyjemnie się czyta. Elsa bardzo wyniosła, ale pewnie to się zmieni :)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
  9. Łołołołoło!
    Super pieśń Tiary - masz talent dziewczyno!
    Lecę czytać next!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Podoba mi się :D
    Czyta się bardzo przyjemnie. ;)
    Podziwiam Cię za tą pieśń Tiary. :D Wyszła Ci świetnie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że Ci się podoba :D
      Pozdrawiam i zachęcam do dalszego czytania!

      Usuń