piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział II — Niespodziewany wybawca

Ostatnim pierwszorocznym, który czekał na przydział do domu był William Wright.
— GRYFFINDOR! — oznajmiła tiara.
W drodze do stołu Gryffindoru chłopcu towarzyszyły głośne oklaski Gryfonów.
Elsa odetchnęła z ulgą, bo Ceremonia Przydziału dobiegła końca. Ze spokojem wyczekiwała słów dyrektora — Northa Morozowa.
Profesor Ambler zabrała stołek i tiarę. Po chwili dołączyła do reszty grona nauczycielskiego. Nieznacznie kiwnęła głową w stronę dyrektora. On powstał.
Mężczyzna lata młodości miał za sobą, ale i tak był wysoki oraz tęgi. Nosił odświętną krwistoczerwoną szatę, a na głowie miał spiczastą tiarę w tym samym kolorze. Uśmiech ginął w gęstwinie siwiutkiej brody. Niebieskie oczy wesoło błyszczały. Dyrektor Morozow przypominał Elsie Świętego Mikołaja.
— Nie będę przeciągał... — zadudnił niskim głosem — smacznego!
Mężczyzna zasiadł z powrotem na krześle, a w sali rozległy się wiwaty głośniejsze niż te, które towarzyszyły pierwszorocznym, gdy zostali przydzieleni do odpowiedniego domu. Puste naczynia nagle wypełniły się znakomicie pachnącymi potrawami. Uczniowie rzucili się na jedzenie.
Dziewczyna jadła posiłek, mało rozmawiając z innymi. Wszyscy oprócz niej gadali ze swoimi przyjaciółmi, opowiadając o wakacjach, meczach quidditcha, nowym roku szkolnym, egzaminach, SUM-ach i na inne tematy... Ona już przyzwyczaiła się do tego, że nie była osobą, z którą pozostali chętnie wdawali się w pogawędki. Od dawna nie dziwiło jej to, że rówieśnicy rozmawiali z nią tylko wtedy, gdy chcieli zerknąć w jej wypracowanie. Kilka razy nawet słyszała, jak mówią o niej za plecami — nie zawsze miło.
Resztki kolacji zniknęły ze stołu i pojawiły się desery. Elsa rozejrzała się po stole Ravenclawu. Zdecydowanie najwięcej pyszności stanowiły ciastka — z grudkami czekolady, rodzynkami, polewami, z dżemem, posypkami, orzechami... — było ich tyle, że mogłaby do rana zostać w Wielkiej Sali, a nie spróbowałaby chociaż po jednym z każdego rodzaju. Oprócz ciastek na tacach leżały ciasta, placki, w pucharach trzęsły się galaretki z bitą śmietaną, a w dzbankach parowała gorąca czekolada.
Nalała sobie do pucharu trochę tego napoju. Upiła trochę i spojrzała na Czkawkę siedzącego naprzeciw niej — wyglądał na naprawdę zdenerwowanego. Roszpunka trajkotała wesoło, ale on chyba nie słuchał. Nerwowo poprawiał odznakę prefekta na szacie. Patrzył na pierwszorocznych tak, jakby ci jedenastolatkowie mogli zrobić mu krzywdę. Elsa też trochę stresowała się nowymi obowiązkami, ale starała się być spokojna. Gdy oddawała się złym emocjom, mogło to wywołać wiele szkód.
— Dyrekcja dobrze zrobiła, wybierając cię na prefekta — zapewniła Roszpunka przyjaciela.
Podskoczył tak, jakby usiadł na jednej z tych okropnych poduszek pierdziusek — klasycznym przyrządem używanym przez szkolnych dowcipnisiów.
— Dzięki — odparł, wbijając wzrok w rozwalony kawałek ciasta czekoladowego na jego talerzu. — Tylko to trochę dziwne, że wybrali akurat mnie...
Roszpunka trąciła go w ramię.
— Nie gadaj głupot! Żaden inny chłopak z Ravenclawu nie nadaje się na to stanowisko tak jak ty! — Zaczęła wymieniać jego zalety. Z każdym jej słowem twarz Czkawki wstydliwie rumieniła się.
Elsa mieszkała z Roszpunką w jednej sypialni. Ta długowłosa dziewczyna była tak niesamowicie optymistyczna i pełna wigoru, że nie dało się jej nie lubić. Wiele osób przydeptywało jej długie, złote włosy ale ona dalej się uśmiechała. Elsa w ogóle nie rozumiała jej optymizmu i podejścia do życia.
— Daj spokój, Roszpunko — wymamrotał Czkawka.
— Roszpunka ma rację — przyznała Elsa. Nie miała zamiaru wtrącać się w rozmowę, ale słysząc słowa chłopaka, pokusa była zbyt silna.
Czkawka i Roszpunka wyglądali na zaskoczonych jej odezwaniem się. Na twarzy długowłosej po chwili zagościł triumfalny uśmiech, bo ktoś przyznał jej rację. Znów przystąpiła do zapewniania przyjaciela, że podoła wyzwaniu bycia prefektem.
Elsa sącząc gorącą czekoladę, odwróciła głowę w stronę stołu Gryffindoru i wypatrzyła swoją siostrę Annę. Siedziała ona otoczona przez przyjaciół, jedząc ciastka i rozmawiając. Właśnie wybuchnęła śmiechem, a okruszki zsunęły się z jej koszuli. Twarz była promienna, piegowata i delikatnie zaróżowiona. Oczy miały niebieski kolor, błyszczały wesoło. Wśród rudych warkoczy widniało siwe pasemko — niemiła pamiątka po wypadku w dzieciństwie. Trzeba stwierdzić, że Anna, bądź co bądź, przypominała Elsę z wyglądu. Miały podobną posturę, rysy twarzy, a nawet uśmiechały się podobnie — tak kiedyś stwierdziła któraś z ich ciotek — jednak starsza siostra robiła to znacznie rzadziej.
Jakiś chłopak obok Anny szturchnął ją w łokieć i coś powiedział. Zaczęła krztusić się ze śmiechu. Całe towarzystwo wybuchnęło śmiechem, a ktoś poklepał rozweseloną dziewczynę po plecach.
Elsa mimowolnie uniosła kąciki ust na ten widok. Szybko jednak odwróciła głowę od stołu Gryfonów — wystarczyło, aby Anna na nią spojrzała.
Dopijano pyszne napoje. Smakołyki z talerzy na stole Ravenclawu znikały. Desery zostały zjedzone. Talerze, okruszki, zużyte serwetki i inne niepotrzebne rzeczy wyparowały ze stołów.
Dyrektor znów powstał, tym razem, aby wygłosić mowę powitalną, poinformować o nowościach i przypomnieć najważniejsze stare zasady. Radosne rozmowy ucichły, słychać było tylko szuranie nogami pod stołami i ciche szepty.
— Witajcie, drodzy uczniowie! — przemówił wesoło. — Wiem, że przemowy na uczcie powitalnej okropnie nudzą, więc nie będę przeciągał. Pragnę gorąco powitać w Hogwarcie nauczycieli, pracowników szkoły, nowych i starych uczniów. Pragnę życzyć nam wszystkim udanego roku szkolnego. Abyśmy jednak dożyli uczty pożegnalnej, należy pamiętać o kilku zasadach. Ostrzegam, jak co roku, że uczniowie nie mogą wchodzić do Zakazanego Lasu.
Profesor Morozow spojrzał wymownie w stronę największych rozrabiaków.
— Przypominam także, że uczniowie pierwszej i drugiej klasy nie mogą odwiedzać wioski Hogsmeade. Na prośbę naszego woźnego przypominam, że dolewanie komukolwiek z personelu szkoły eliksiru powodującego długotrwałą czkawkę bądź powstanie zielonych krost na twarzy, będzie surowo karane.
Ktoś ze stołu Gryffindoru jęknął cicho z zawodem. Elsa nie musiała nawet tam spoglądać, aby wiedzieć, kto to był. Oczywiście Jack Frost i jego wierna towarzyszka Merida.
— Oprócz tego — kontynuował dyrektor — pragnę poinformować, że w tym roku nie odbędą się międzydomowe rozgrywki o Puchar Quidditcha.
— CO?! — wybuchnęła Merida. Mina Pottera wyglądała, jakby miał zemdleć.
— To nie fair! —  świadczył ktoś ze Slytherinu.
Dyrektor uniósł dłonie, próbując uciszyć zawiedzionych uczniów. Elsa nie grała w quidditcha, nawet nie była na żadnym ze szkolnych meczów. Nie interesowała się tym sportem, więc niezbyt przejęła się tą wiadomością. Mimo to zdziwiła się, bo rozgrywki odbywały się co rok i nigdy nie odwoływano ich.
— Tak, w tym roku nie odbędą się rozgrywki — potwierdził Morozow. W jego oczach było widać dziwny błysk. — Jednak jest to konieczne, ponieważ nasza szkoła będzie brała udział w niezwykłym wydarzeniu, którego nie organizowano od trzydziestu lat. Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie weźmie udział w wielkim wydarzeniu. W Turnieju Trójmagicznym!
— W czym?
— Czy on powiedział w Turnieju Trójmagicznym?!
— Niemożliwe!
Oburzenie wywołane odwołaniem rozgrywek quidditcha prysło w sekundzie. W sali zapanowała radość. Elsa naprawdę nie mogła uwierzyć, że obejrzy Turniej Trójmagiczny. Zaprzestano organizowania go trzydzieści lat temu. Powrócił. Czytała o nim, a teraz zobaczy na własne oczy jego przebieg!
— Jestem pewny, że wielu z was wie, na czym Turniej Trójmagiczny polega, więc moje wyjaśnienia nie będą długie — powiedział dyrektor. — Pierwszy turniej został zorganizowany setki lat temu. Jego głównym celem było przyjacielskie współzawodnictwo trzech największych szkół dla czarodziei i czarownic w Europie: Hogwartu, Beauxbatons oraz Durmstrangu. Reprezentanci tych placówek rywalizowali ze sobą w trzech niebywale trudnych zadaniach. Ostatni turniej, niestety, nie zakończył się pomyślnie dla jednego jego uczestnika... Dlatego Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów oraz Departament Czarodziejskich Gier i Sportów postanowiły, że należy powstrzymać się od organizacji Turnieju Trójmagicznego. Po trzydziestu latach postanowiono przywrócić te rozgrywki do życia. — Uśmiechnął się. — Zdecydowano, że w tegorocznej edycji każdą szkołę będzie reprezentowało dwoje uczniów. W Noc Duchów wybierze ich niezależny sędzia. Ze względów bezpieczeństwa zgłaszać mogą się jedynie uczniowie, którzy ukończyli piętnaście lat.
Młodsi wyglądali na okropnie zawiedzionych. Jednak nikt nie przerwał dyrektorowi.
— Nagrodą w Turnieju Trójmagicznym jest Puchar Turniej, tysiąc galeonów, ale przede wszystkim sława. W październiku przybędzie do nas dyrekcja Durmstrangu i Beauxbatons wraz z kandydatami; pozostaną u nas do końca roku szkolnego. Mam nadzieję, że serdecznie przyjmiecie naszych gości, a naszych reprezentantów będziecie wspierać całym sercem. Jednak teraz, moi drodzy, pora do łóżek!
Dyrektor usiadł, a wśród uczniów wybuchł gwar. Odsuwane krzesła szurały. Uczniowie zaczęli przepychać się do wyjścia. Elsa i Czkawka wstali pierwsi, podobnie jak prefekci innych domów.
— Pierwszoroczni, proszę tutaj! — zawołał Czkawka niepewnie.

~*~*~*~

Jack przez wakacje zdążył zapomnieć, że nauka potrafi być tak męcząca.
Nauczyciele, pomimo pierwszego dnia zajęć, nie mieli dla nich litości.
Jack spóźnił się na transmutację, przez co odjął Gryffindorowi dwa punkty. Profesor Ambler zadała im mnóstwo pracy domowej. Lekcję historii magii przespał, choć Roszpunka co chwilę próbowała go obudzić.
Była przerwa, za chwilę miały odbyć się dwie godziny eliksirów ze Ślizgonami, a Jack tradycyjnie zapomniał podręcznika. Typowe na początku roku.
— Skoczę do dormitorium.
— Tylko się nie spóźnij — ostrzegła Merida.
Byli partnerami na zajęciach eliksirów. Oboje nie mieli talentu do tej dziedziny i niejednokrotnie rozwalali salę swoimi miksturami. Prawie nikt nie chciał zajmować stanowiska niedaleko nich z obawy o własne zdrowie i życie.
Jack zawrócił na schodach, podczas gdy jego przyjaciele schodzili do lochów.
— Hej, Frost!
Wzdrygnął się. Na szczycie schodów stała banda Ślizgonów, z którymi nie miał ochoty w tamtym momencie rozmawiać. W ogóle nie miał ochoty z nimi gadać. Nie chciał sobie psuć humoru z rana przez spotkanie z Hansem Jungiem i Hyperionem Malfoyem.
Jack znajdował się już na górze schodów. Ślizgoni blokowali przejście.
— Frost... jak, ty wyglądasz... — zacmokał z udawanym pożałowaniem Hans — choć to dla ciebie standard, ale ja będę musiał odjąć ci punkty. Niestety, jestem prefektem — dodał z kąśliwym uśmiechem.
Malfoy uśmiechnął się, patrząc na odznakę prefekta przypiętą do szaty kolegi.
Cudnie — pomyślał Jack. Hans mógł teraz szantażować go odejmowaniem punktów.
— A czy to, że jesteś prefektem coś zmienia? — zapytał słodkim głosem Gryfon. — Lepiej się odsuń, bo zaraz oślepnę od blasku mocy prefekta, którym świecisz.
Hyperionowi widocznie spodobał się tekst o blasku mocy. Parsknął śmiechem, ale szybko zorientował się, że nie pomaga tym swojemu przyjacielowi.
— Jak możesz nabijać się ze mnie? Kolejne dziesięć punktów mniej — powiedział Hans. Odejmowanie punktów sprawiało mu wyjątkową radość.
Jacka irytowały słowne przepychanki z nim, a także odejmowanie punktów za nieistniejące przewinienia. Jednak nie chciał już pierwszego dnia wylądować na dywaniku za użycie jakiegoś paskudnego zaklęcia, dlatego musiał znosić zaczepki.
Jak na złość, do Ślizgonów dołączyła Julia Zabini — dziewczyna, która uwielbia nabijać się ze wszystkiego i wszystkich, a szczególnie z Jacka.
— Patrz, Hans, na jego szatę! — pisnęła Julia. Dość szybko wczuła się w klimat poniżania i zatrzymywania ofiary na siłę na schodach. — Jako prefekt, musisz odjąć mu pięć punktów... jak on może w takich ciuchach reprezentować szkołę! Wyglądają jak ze śmietnika!
Gryfon nareszcie przepchnął się między Hansem a Malfoyem. Tego było za wiele. Mimo woli już przypominał sobie zaklęcia, które jak najbardziej skrzywdziłyby Hansa i jego przyjaciół. Rok temu odpowiedział za zaczepki. Zaatakował go. Oczywiście już wcześniej dochodziło między nimi do starć, jednak to było chyba największym. Mógł za nie wylecieć ze szkoły, ale, na szczęście, tylko została wysłana sowa do jego matki i dostał szlaban — męczący, kilkumiesięczny szlaban. Od tej pory Jack starał się ignorować tych Ślizgonów. Nie chciał zawodzić mamy. No i nie pragnął znowu się narażać na kary.
Poirytowany ruszył korytarzem. Ktoś pociągnął go za kaptur.
Hans ukradkiem ściskał w dłoni różdżkę, zaklęciem ciągnąc za kaptur Jacka. Gryfon wyrwał się z czaru. Nie pozostał dłużny. Szybko wyciągnął różdżkę zza pazuchy. Na twarzy Hansa rozprysła się kula wypełniona czarnym atramentem. Skołowany dopiero po chwili zauważył ciemne krople kapiące na podłogę. To zaklęcie nie było silne. Frost miał ochotę użyć czegoś mocniejszego, ale nie mógł przesadzać.
Atak kulą z atramentem wystarczył jednak, aby Hansa sprowokować.
— Nie puszczę ci tego płazem, Frost! — zapowiedział, doganiając Jacka. Celował w niego różdżką. — Kolejne punkty lecą!
— Ile to już będzie, ze dwadzieścia pięć punktów? — zarechotał Hyperion.
Jack zacisnął zęby. Miał różdżkę w dłoni, mógł spokojnie użyć jakiegoś czaru. Albo tylko się odwrócić — bez problemu rozkwasiłby prościutki nos Hansa. Był gotów. Gotów do jakiegokolwiek ataku.
Znikąd pojawiła się Strażniczka Regulaminu, Elsa Vintersen. Stanęła między Hansem a Jackiem, jakby wyczuwała, że mogą paść mocniejsze zaklęcia.
Ślizgon wyglądał na nieco zdezorientowanego, ale tylko przez moment. Jego brudna od atramentu twarz wyglądała niewinnie.
— O co chodzi, Elso? — spytał urażony. — Ja tylko pilnuję, aby przestrzegał regulaminu. Poza tym, jak sama widzisz, zaatakował mnie. — Z jego policzków ciekł atrament.
— Ja zaatakowałem? — oburzył się Jack. Przeczuwał, że zainteresowanie tej Strażniczki Regulaminu ich potyczkami nie wróży nic dobrego. — Zresztą, jak chcesz, Vintersen. Idź, poskarż się nauczycielom czy od razu zaprowadź mnie na dywanik do dyrekcji. Mam to gdzieś — dodał zirytowany.
Po niej nie można było spodziewać się niczego innego niż donoszenia. Ilekroć mieszała się w jego sprawy, zawsze lądował u Dreamchilda lub Morozowa. Teraz dodatkowo została prefektem, więc mogła samym pstryknięciem palców go uziemić. Od razu pomyślał o tym, jak paskudnie zemści się na niej za kolejny donos. Gorzej niż kiedykolwiek.
Na twarzy Elsy nie było widać smutku, złości ani oburzenia. Co wydawało się potwierdzać przekonania Jacka, że ona w ogóle nie ma uczuć.
— Wiem, co widziałam — odparła Elsa chłodnym głosem. — Przypominam, Hans, że każde z nas przysięgało, że będzie sprawiedliwe wobec innych uczniów i nie będzie nadużywało swoich uprawnień. Poza tym prefekci nie powinni prowokować sporów.
Jack nie wierzył własnym oczom. Ta Strażniczka Regulaminu, tak, jego ukochana, prywatna donosicielka była po jego stronie! No, może nie przyznała tego wprost, bo tylko upomniała Hansa.
Być może, gdyby nie zainterweniowała, sam poradziłby sobie ze Ślizgonami. Pewnie skończyłoby się to bójką i wywaleniem ze szkoły.
— Wiecie co? Ja skoczę już pod salę — powiedziała Julia, po czym czmychnęła, rzucając Jackowi i Elsie niemiłe spojrzenie.
— Właśnie to robię, Elso — stwierdził Hans. — On ośmiesza Hogwart...
— Ja? — zbulwersował się Jack. — Lepiej zamknij ten...
— Słyszałam waszą rozmowę — przerwała Elsa. — Możemy rozstrzygnąć tę sprawę z profesorem Clevesem, czy odejmowanie punktów za używaną szatę jest słuszne. I od razu wspomnieć o waszej małej wymianie zaklęć, Hans.
Prefekt Slytherinu stał przez chwilę z otwartą buzią, przypominając rybę. Niecodzienny widok — Vintersen, która nie wykorzystała takiej pięknej okazji kolejnego poniżenia Frosta, a dodatkowo zabraniała tego!
— Jak uważasz — zwrócił się do Elsy. Te słowa ledwo przeszły mu przez gardło. Przybrał opanowany wyraz twarzy. — Chodźmy, bo spóźnimy się na eliksiry.
Hyperion podreptał za Hansem nieco skołowany.
Jack czuł, jakby nogi wrosły mu w ziemię. Strażniczka Regulaminu stanęła po jego stronie. Nie doniosła o małej wymianie zaklęć. Jego najświeższy, nikczemny plan zemsty na niej przepadł.
Elsa bez słowa ruszyła korytarzem, jakby nic się nie stało. O nic nie zapytała. Nic nie mówiła.
Dlaczego mi pomogła? — Jack zastanawiał się, biegnąc w stronę dormitorium po podręcznik.

~*~*~*~

Hej!
Zapraszam do czytania kolejnego rozdziału, zwracania uwagi na błędy i komentowania!
Pozdrawiam!


12 komentarzy:

  1. Huhuhuhuhhuhuhu.. Elsa po stronie Jacka? Jeej! Cudny rozdział (tradycja) :) Przepraszam, ale nie chce mi się rozpisywać ._. Jeszcze raz powtórzę ŚWIETNY ROZDZIAŁ! Czekam na nexta i duuużo weny!
    ~Alissa

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww... Lubię, jak ratują sobie tyłki :P
    Rozdział super :P Czyli Hans, ta wredna pokraka, został prefektem, hm? Oho, już to widzę. Czekam na to, aż Jack zacznie się z nim bić. Ostatnio coś mnie ciągnie do takich wydarzeń i w ogóle 'złych chłopców'. Naoglądałam się zbyt dużo anime. No ale wracając - jest Turniej Trójmagiczny! Według mnie ten wątek zagościł już na stałe, jeśli chodzi o opowiadania na temat Jelsy w Hogwarcie. Mam nadzieję, że zadania w całym konkursie będą ciekawe - w końcu to jest chyba najciekawsze w tym wszystkim.
    Jeszcze raz - rozdział jest super. Żadnych błędów nie widzę, więc nie masz się co martwić :)
    I Jack wisi Elsie przysługę!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. HUHU! Nieźle! le Elsa przygadał Hansowi....chociaż mógł bardziej oberwać XD Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne ! Elsa wygryw życia :D Weny siostro :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny :)
    Tylko tyle, bo nie mam za dużo czasu :c
    Koleżanka mnie zabije jak nie dodam rozdziału dzisiaj (na wattpadzie) i no...
    więc lecę!
    Weny i pozdrawiam ~Snowmoon

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że Elsa mu pomogła :)
    Rozdział bardzo fajny jestem ciekawa tego turnieju ;)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
  7. "Więc w pewnym sensie, Elsa Vntersen, ratowała Jackowi tyłek." - brakuje "i" w nazwisku Elsy.
    MIŁOŚĆ ROŚNIE WOKÓŁ NAS!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za czujność! :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Rozdział bardzo fajny. :D
    A z racji, że nie mam do czego się przyczepić, to komentarz będzie krótki. ;_; Meh...
    Mam jeszcze sporo do nadrobienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meh - bo komentarz krótki, a nie dlatego, że nie ma niczego, co mi się nie podoba. XD
      To dobrze, że jest dobrze.

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że jest dobrze! :D
      Pozdrawiam!

      Usuń