poniedziałek, 18 stycznia 2016

Rozdział III — Podziękowania

Wywar Jacka i Meridy był żałosny. Wyglądał i pachniał jak siuśki trolla — choć nimi oczywiście nie był. Bulgotał niespokojnie w kotle, zachlapując blat.
— Jeszcze pięć minut — oznajmił profesor Bulstrode.
Merida zamieszała w kotle dwa razy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
— Co teraz? — spytała półgłosem.
Jack spojrzał do swojego rozlatującego się podręcznika.
— Eliksir powinien przybrać zielony kolor — odparł.
Zajrzał do kotła, aby się upewnić. Ich mikstura wcale nie stała się zielona. Prosił więc w myślach o to, aby żadne z nich nie musiało wypróbować tego eliksiru. Pewnie potruliby się. Pierwsze zajęcia eliksirów, a on i Merida już zepsuli jakąś miksturę.
— Nie jest tak źle... przynajmniej nie wybuchł — stwierdził Jack aż zbyt optymistycznie.
Merida posłała mu mordercze spojrzenie. W zeszłym roku, gdy mieli zajęcia eliksirów z Krukonami, ona oraz Czkawka wysadzili salę w powietrze. Od tej port była wyczulona na słowa wiążące się z wybuchnąć.
— Pora skończyć pracę — powiedział nauczyciel spokojnie. Jack był pewny, że po obejrzeniu ich eliksiru ten spokój nagle wyparuje zupełnie jak jego szanse na W na SUM-ach z tego przedmiotu.
Merida westchnęła ciężko, zgarniając z deski resztki żabiego skrzeku do pojemnika. Jack rozumiał, że raczej nie chciała znów dostać szlabanu za niekontrolowany wybuch eliksiru. Mimo to niezbyt obchodziła go ocena ich mikstury. Nie miał zamiaru kontynuować nauki eliksirów w kolejnej klasie. Zresztą, pewnie i tak Bulstrode pewnie by go nie przyjął.
Nauczyciel zerknął na napój Karola Weasleya i Casimira McMillana. Po kilku pytaniach i testach uznał ich miksturę za do dopracowania. Podszedł do stanowiska Jacka i Meridy. Nachylił się nad ich kotłem, marszcząc czoło.
— Co to jest? — zapytał, lekko unosząc brwi.
— No... ten... eliksir zmieniający kolor włosów... panie profesorze — odpowiedziała niepewnie Merida, parskając śmiechem.
Wielki bąbel w eliksirze pękł. Kilka kropli trafiło na haczykowaty nos Bulstrode'a. Mężczyzna pomacał się po kieszeniach, wyciągnął chusteczkę, którą wytarł twarz.
— Mógłbym kazać wam go wypróbować, ale pewnie wylądowalibyście w skrzydle szpitalnym — powiedział — a chcę mieć czyste sumienie. Napiszecie wypracowanie na temat eliksiru zmieniającego kolor włosów, uwzględniając w nim, jakie błędy popełniliście i jak ich uniknąć. Na następne zajęcia, oczywiście.
Jack z goryczą pomyślał o kolejnej pracy domowej.
— Nie dałoby się tego przełożyć? — zapytał. — To dopiero pierwsze zajęcia, nieco pozapominaliśmy podczas wakacji...
— Właśnie! — dodała Merida, kiwając głową. — Mnie to już zupełnie nic w głowie nie zostało!
— Cóż... — Zastanawiał się Bulstrode. — Dlatego napiszecie to wypracowanie i poprzypominacie sobie materiał.
— Ale... — Jack był gotów do walki.
— Nie, Frost. Chcę widzieć gotowe wypracowanie na kolejnej lekcji.
Nauczyciel odszedł, już nic nie mówiąc.
Przynajmniej próbowaliśmy — pomyślał Jack.
Bulstrode obejrzał każdy eliksir. Pochwalił może ze dwa, przy kilku wydawał się zadowolony, ale zdarzyły się takie, które miał ochotę jak najszybciej wyparować.
Eliksiry na szczęście się skończyły, Jack i Merida spakowali się jak najszybciej, byle jak oczyścili swoje stanowisko pracy. Z wielką ulgą opuścili jako pierwsi zatęchłą, ciemną salę. Gryfon szybko zapomniał o tym, że miał napisać wypracowanie dla Bulstrode'a. Przestał w ogóle myśleć o tym przedmiocie — poczuł się lepiej.
— Dobrze, to teraz mów, czego od ciebie chcieli Hans i Malfoy? — zarządziła Merida, kiedy wspinali się po schodach z grupką pozostałych piątoklasistów.
Jack na eliksirach tylko wspomniał jej o niemiłym spotkaniu ze Ślizgonami. Nie powiedział, że Elsa Vintersen pomogła mu pozbyć się tej bandy. Wiedział, że Merida się tym bardzo zdziwi. Podobnie jak on nie mógł uwierzyć, że ta Strażniczka Regulaminu go wsparła. Myślał o tym przez całe eliksiry, ale dalej nie znalazł odpowiedzi.
— A czego oni ode mnie chcą zazwyczaj? — zapytał. — Hans został prefektem i rządził się.
— Coś nowego — stwierdziła Merida. — Znaczy, to że jest prefektem.... I co dalej? Tak po prostu odpuściłeś?
Jack wzruszył ramionami.
— Znikąd wyłoniła się Vintersen i strzeliła Hansowi krótki wykład na temat regulaminu prefektów.
— I?
— I go przekonała, że ma mi dać spokój.
Merida prawie przewróciła się na schodach.
— Czekaj, czekaj... Vintersen? Elsa Vintersen? — Patrzyła na Jacka tak, jakby żartował. Jednak on wyjątkowo nie żartował. Dobrze to wiedziała. — Jesteś pewny, że to ona?
Nie, tylko mi się przywidziało... oczywiście, że tak! — odparł.
Jack nie dziwił się jej reakcji. Widział to na własne oczy, więc musiał uwierzyć — inaczej pewnie sam uznałby swoją opowieść za kawał. Vintersen mu pomogła, nie zagroziła odesłaniem do nauczyciela, pomogła. To było tak samo dziwne jak fikuśne fryzury Roszpunki — a one były naprawdę dziwne.
— W sumie to nie wiem, o co jej chodziło — stwierdził Jack. — Pewnie chciała znów być idealną uczennicą z regulaminem wykutym na pamięć.
— Chyba masz rację — poparła przyjaciela Merida. — Jednak dalej mi to nie pasuje. Zazwyczaj wykorzystywała każdą okazję, aby nas zgnoić.
Zmienili temat. Jack zaczął zapominać o sprzeczce ze Ślizgonami i nieudanej lekcji eliksirów. Później dołączyli do nich Czkawka i Roszpunka — już całkowicie zapomniał o niecodziennej sytuacji, która miała miejsce niedawno. Pozostała jednak myśl — czy podziękować.

~*~*~*~

Elsa wyjątkowo obudziła się przed Roszpunką. Gdy jej współlokatorki spały przykryte kołdrami, ona zdążyła pościelić łóżko, doprowadzić się do porządku, ubrać się i spakować podręczniki do torby.
Wysunęła szufladę swojej szafki nocnej. Na stosie zabazgranych pergaminów znalazła list do rodziców, który napisała wieczorem. Schowała go w już zaadresowaną kopertę. Zazwyczaj wysyłała pocztę do mamy i taty co środę, ale pod natłokiem prac domowych i nowych obowiązków prefekta, całkowicie o tym zapomniała. Szybko jednak nadrobiła to niedopatrzenie i szła żwawym krokiem w stronę sowiarni w czwartkowy poranek.
Elsa często pisała do rodziców. Zawsze zapewniała, że wszystko u niej w porządku — nawet jeśli tak nie było. Nie chciała martwić matki i ojca. Dlatego zawsze opowiadała, że jej moc robi się coraz słabsza, kłamiąc tym samym. Tak naprawdę to z coraz większym trudem powstrzymywała roztaczanie zimna wokół siebie, oszranianie barierek. Oprócz zwykłej mocy magicznej potrafiła tworzyć i kontrolować zimę bez użycia różdżki ani innego czarodziejskiego przedmiotu. Wielu czarodziejów dałoby się pokroić za takie umiejętności, ale ona widziała więcej wad posiadania takich zdolności niż zalet.
Elsa weszła do sowiarni, ściskając list w dłoni. Była pewna, że jej sowa Śnieżyca — majestatyczny ptak o śnieżnobiałym upierzeniu — już wróciła z polowania. Faktycznie, jej zwierzę już na nią czekało. Spało, z głową wetkniętą pod skrzydło.
Okazało się, że nie tylko Elsa chciała wysłać list.
W pomieszczeniu stał jeszcze ktoś. Był to chudy chłopak średniego wzrostu ubrany w stare, podniszczone szaty Gryffindoru. Włosy brązowe jak czekolada miał rozczochrane. Trzymał przy ustach rozcięty palec, klnąc na starego puchacza przed nim.
— Głupie ptaszysko — mruczał poirytowany. — Nic ci nie zrobiłem, ty głupi...
Elsa postanowiła zignorować obecność Jacka Frosta w sowiarni. Mogłaby mu oczywiście zwrócić uwagę na jego cięty język, ale sobie darowała.
Jack oderwał wzrok od sowy. Zmrużył swoje brązowe oczy.
— Cześć — mruknął.
Słysząc jego przywitanie, lekko się zdziwiła.
— Cześć — odparła lodowato.
Podeszła do Śnieżycy i łagodnie ją wybudzała. Zerkała przy tym dyskretnie przez ramię na to, co robił Jack. Próbował brutalnie wcisnąć szkolnej sowie list. Ona, wściekła na niego, kłapała dziobem i stroszyła pióra.
— Jeśli będziesz w ten sposób obchodził się z tą sową, to nigdy nie weźmie twojego listu — oznajmiła Elsa, odrywając wzrok od niego.
Śnieżyca obudziła się. Mrugnąwszy kilka razy zaspana powiekami, z radością przyjęła sowi przysmak, przejęła list i odleciała.
— Ej, to piekielne ptaszysko bez powodu użarło mnie w rękę — usprawiedliwił się Jack.
Jego sowa nareszcie uległa i zabrała od niego list z wyraźną niechęcią. Ledwo co udało się jej odbić od ziemi. Przez chwilę majaczyła na niebie jako brązowa plamka, po czym zniknęła.
Elsa ruszyła w stronę wyjścia z sowiarni, poprawiając rękawiczki. Nic tu po niej.
— Vintersen... — zawołał Jack.
Stanęła. Odwróciła się. Co chciał? Zastanowiła się już, czy nie planuje kolejnego żałosnego kawału na niej — zemsty. Cóż, a może chce rzucić jakiś niemiły tekst?
Jack schował ręce do kieszeni szaty.
— Dzięki — powiedział. Przyglądała mu się uważnie. Dodał: — Za pomoc z Hansem i Hyperionem.
Elsa naprawdę nie przypuszczała, że mogło mu chodzić o to. Czy on jej podziękował? Zrobił to bez cienia ironii czy sarkazmu jak przy wymuszonych przez nauczycieli przeprosinach. Pojawiła się u niej myśl, że Jack być może ma jakieś poczucie przyzwoitości — to było tak bardzo dziwne i nierealne.
Nie dała po sobie poznać, że słowa Jacka ją zaskoczyły.
— Robiłam tylko to, co do mnie należało — odpowiedziała, obojętnie wzruszając ramionami.
Zostawiła Jacka samego w sowiarni.


13 komentarzy:

  1. Te pierwsze spotkania <3
    Może Jack ma jeszcze trochę przyzwoitości. To dobrze, bardzo dobrze.
    Merida waży eliksiry prawie tak samo dobrze, jak ja smażę naleśniki xD
    W każdym razie rozdział świetny! Przynajmniej zaczęli ze sobą rozmawiać, a to już postęp.
    Pozdrawiam i weny! ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Różdżka w dłoń i cieszmy się z tego rozdziału /*
    Rozdział ciekawy . Jestem niemiłosiernie ciekawa co stanie się w rozdziale IV XD
    Weny siostro weny ! /*

    OdpowiedzUsuń
  3. ZA-RĄ-BI-STY!!! Rozdział wyszedł ci świetnie.
    Mrrr, widzę, że jakaś przyjaźń się tworzy między Elsą, a Jackiem! XD
    A teraz takie pytanie: Bo w poprzednim rozdziale było napisane, że Anna ma białe pasemko. To oznacza, że teraz akcja dzieję się przed wydarzeniami z Krainy Lodu? W sensie, że przed koronacją Elsy? Bo wiesz, gdy Elsa rozmroziła Anne, białe pasemko zniknęło.
    Proszę więc o odpowiedź XDXDXDXD
    Czekam na next i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba tak. W końcu Elsa ma teraz jakieś 15 lat, a nie (jak chyba było w filmie) 18. :P

      Usuń
    2. W filmie było 21. Z tego co pamiętam XD

      Usuń
  4. Rozdział ciekawy, interesujący i inne pozytywne epitety XD
    no
    więc
    Podoba mi się, ale muszę lecieć
    mam kilka blogów do nadrobienia
    Weny i pozdrawiam ~Snowmoon

    OdpowiedzUsuń
  5. Heh Jack nie jest mistrzem eliksirów :D
    Podobało mi się spotkanie Elsy i Jacka w sowiarnii
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
  6. Siuśki trolla?! XD Czy tylko ja uważam, że oni dostaną T na koniec roku?
    Super :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, niektórym na chemii idzie gorzej :p
      Pozdrawiam.

      Usuń