niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział VI — Elsa Vintersen okropną kłamczuchą

Elsa znieruchomiała, gdy usłyszała swoje nazwisko. Ogarnęło ją okropne zimno. Prawie nie docierały do niej poklepywania po plecach, głośne oklaski, wrzawa panująca w Wielkiej Sali; zupełnie jakby znajdowała się głęboko pod wodą. W głowie panował zamęt. Myśli miała tak różne, że nie potrafiła nic z nich wywnioskować.
Nie zgłosiłam się — tak brzmiała najwyraźniejsza z nich. Elsa z całej siły woli próbowała opanować swój niepokój.
Otrzeźwiała dopiero wtedy, gdy ktoś wypchnął ją oszołomioną z ławki. Stanęła w przejściu pomiędzy stołem Ravenclawu i Slytherinu. Uczniowie ciągle klaskali. Zerknęła na stół Gryffindoru. Gryfoni wręcz oszaleli z radości, wokół Jacka Frosta panowało takie poruszenie, że trudno było go zauważyć. Ona jednak chciała ujrzeć akurat jego. Znalazła Annę, która zaledwie kilka minut temu siedziała uśmiechnięta, kibicując Jackowi Frostowi. Gryfonka teraz klaskała bez przekonania, patrząc na siostrę ze zdumieniem. Jej wyraz twarzy mówił, że prędzej uwierzyłaby w przyjaźń między Gryfonami i Ślizgonami, niż w uczestnictwo Krukonki w Turnieju Trójmagicznym.
Elsa także nie chciała w to wierzyć. Pragnęła, aby nagle ktoś ogłosił, że Czara Ognia pomyliła się, popsuła, cokolwiek, co zdyskwalifikowałoby ją. Mijały sekundy, ona stała jak spetryfikowana, ale nikt nie spełnił jej nadziei. Ruszyła w stronę dyrektora, zaciskając dłonie. Nogi miała ciężkie jak z ołowiu, a gdy stawiała krok, chwiały się pod nią. Morozow czekał, dalej się uśmiechając.
Wydawało się jej, że droga do dyrektora trwała wieczność.
Jack szedł z uśmiechem, odpowiadając na zaczepki. Komuś przybił piątkę, komuś rzucił jakieś słowo przez ramię. Wybranie go przyjęto z większym entuzjazmem niż wybór Elsy. Jej to nie interesowało. Chciała tylko wyjaśnić zaistniałą sytuację, sprawić, że sędziowie uwierzą, że się nie zgłaszała, i zrobią tak, że nie weźmie udziału w niebezpiecznych zawodach. Nawet nie myślała o tym, w jaki sposób doszło do pomyłki Czary Ognia.
Jack podszedł do Morozowa. Dyrektor serdecznie uścisnął mu dłoń i mruknął coś z uśmiechem. Chłopak zniknął za stołem nauczycielskim. Elsa stanęła przed dyrektorem, czując gęsią skórkę na ramionach. Mężczyzna uścisnął jej dłoń tak mocno, że prawie ją zmiażdżył.
— Gratuluję — powiedział z nieodłącznym uśmiechem iskinął głową w stronę komnaty, gdzie mieli zebrać się zawodnicy.
Elsa przeszła wzdłuż stołu nauczycielskiego. Kilku nauczycieli uśmiechnęło się do niej, ale ona nie umiała odwzajemnić tego gestu. Twarz miała tak sztywną, jakby spędziła kilka godzin na mrozie bez żadnej ochrony.
Weszła do komnaty. Postacie z licznych obrazów pozawieszanych na ścianach zaczęły wychylać się ze swoich ram. Wybrańcy czary stali przy kominku, w którym trzaskał wesoło ogień. Reprezentanci Beauxbatons i Durmstrangu odwrócili się, gdy się pojawiła. Ich oceniające spojrzenia przewiercały ją na wskroś. Miała ochotę oznajmij im na wstępie, że zaszła jakaś pomyłka. Mimo ogromnej chęci milczała. Postanowiła, że poczeka, aż w komnacie pojawią się sędziowie Turnieju Trójmagicznego.
— Będę współpracował ze Strażniczką Regulaminu. — Kąśliwy głos Jacka sprawił, że wzdrygnęła się. Chłopak stał oparty nonszalancko o gzyms kominka. — Musiałaś robić z tego taką wielką tajemnicę?
— Nie będziesz musiał ze mną współpracować. — Elsa mierzyła go chłodnym spojrzeniem. — Nie zgłosiłam się do Turnieju Trójmagicznego.
Claudia uniosła lekko brwi, najwyraźniej zdziwiona słowami dziewczyny. Jack nie wyglądał na zdumionego; pokręcił wolno głową z łajdackim uśmiechem.
— Stchórzyłaś, jak Czara Ognia cię wybrała? — spytał oburzony, ale tak, jakby się tego spodziewał.
— Nie zgłosiłam się — powtórzyła Elsa, nieco bardziej zdenerwowana — ale to twoja sprawa, jeśli mi nie wierzysz. Porozmawiam z profesorem Morozowem i wyjdzie na jaw, że wcale się nie zgłaszam.
Jack parsknął pogardliwie.
Świetnie. Może uda ci się wcisnąć im to i wylosują kogoś, kto nie jest tchórzem i kłamcą.
Z każdym jego słowem, coraz mniej go lubiła, choć już przed ogłoszeniem decyzji Czary Ognia nie przepadali za sobą. Miała ogromną ochotę trzasnąć go śnieżką w twarz.
Mierzyli siebie nawzajem chłodnymi spojrzeniami długą chwilę, dopóki Elsa nie przypomniała sobie, że w pomieszczeniu są także inni reprezentanci. Uświadomiła sobie, że przysłuchiwali się ich wymianie zdań.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Do komnaty pierwszy wmaszerował Nixon z ogromnym uśmiechem na twarzy.
— Oto są nasi najodważniejsi z najodważniejszych! — zaćwierkał radośnie, za za nim wpakowali się pozostali sędziowie. John Smith zamknął drzwi za nimi. — Jak bardzo się cieszę, że Czara Ognia wybrała tak wspa...
Elsa zaczęła nerwowo pocierać dłonie ukryte w rękawiczkach. Musiała poinformować sędziów o tej okropnej pomyłce, zanim Nixon rozkręci się na dobre! Zauważył jej zdenerwowanie, przyglądał jej się badawczo i zamilkł, ale dalej się uśmiechał.
— J-ja... — Elsa nagle poczuła suchość w gardle. Wyprostowała się i zrobiła krok naprzód. — Nie zgłaszałam się. Nie wiem, dlaczego Czara Ognia wyrzuciła moje imię, ale ja się nie zgłaszałam.
Trzask płomieni był najgłośniejszym dźwiękiem. Sędziowie spojrzeli po sobie. Uśmiech niez znikał z twarzy Nixona. Degas parsknął nawet śmiechem.
— To niemożliwe — rzucił niedbale profesor Andersen. — Czarę Ognia jest bardzo trudno oszukać. Poza tym, kto miałby wrabiać cię w turniej, dziewczyno?
Elsie wydawało się, jakby w gardle miała ogromną gulę. Nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie profesora Andersena.
— Nie wiem — przyznała. Jack parsknął pogardliwie za jej plecami. — Nie mam pojęcia, kto mógłby to zrobić. Nie zgłaszałam się do Turnieju Trójmagicznego... Przysięgam.
Sędziowie nie wydawali się przekonani.
Morozow wyglądał na zmartwionego. Uśmiech, który gościł na jego twarzy przez prawie całą ucztę, zniknął — i chyba nie pojawi się z powrotem tego dnia. Elsa miała ogromną nadzieję, że przynajmniej on jej uwierzy. Rozpaczliwie łapała się nadziei, że jednak nie będzie musiała brać udziału w trzech ryzykowanych wyzwaniach Turnieju Trójmagicznego.
— Wierzę ci, Elso — powiedział dyrektor Hogwartu, ku zaskoczeniu pozostałych sędziów. — Nie wiem tak samo jak ty, kto miałby wynieść korzyść z wrzucenia twojego imienia do Czary Ognia, ale na pewno nie był to uczeń. Czara Ognia to potężny przedmiot magiczny.
— Czyli... nie będę brała udziału w turnieju? — zapytała z konającą nadzieją w głosie.
Nixon pokręcił głową z uśmiechem, który wręcz nie pasował do sytuacji. Degas i Andersen wyglądali na znudzonych zaistniałą. Nie wierzyli w tłumaczenia Elsy. W ich oczach była zapewne tchórzliwą kłamczuchą.
Elsie pozostało liczyć na Morozowa. Gdy otrzymała pierwszy list z Hogwartu, rodzice nie byli do końca przekonani, czy ją tam posłać. Opowiedzieli dyrektorowi o swoich wątpliwościach, wyznając całą prawdę o jej zdolnościach. Wręcz nalegał, aby uczyła się u niego w szkole. Później czasami pytał, czy wszystko u niej w porządku i jak sobie radzi. Wspomógł ją wtedy, dlatego liczyła na pomoc również teraz — chociaż wydawało jej się to naiwnym życzeniem.
— Twoje imię zostało wrzucone do Czary Ognia, co jest równoznaczne z zawarciem magicznego kontraktu. Tak jak mówiłem na wczorajszej uczcie, nie da się zrezygnować — przypomniał Morozow, rozkładając bezradnie ogromne ręce. — Elso, mimo to postaramy się dojść do tego, kto wrzucił twoje imię do Czary Ognia, ale już, niestety, nie możesz się wycofać.
Elsa poczuła się tak, jakby wpadła do lodowato zimnej wody. Chciała coś powiedzieć, ale nawet w myślach nie potrafiła sklecić sensownej wypowiedzi. Pragnęła tylko zapaść się pod ziemię.
Smith chrząknął nerwowo. Dało się o nim zapomnieć, gdy stał w ciemnym kącie komnaty.
— Instrukcje — przypomniał.
Degas i Andersen z wyraźnym zadowoleniem zakończyli temat uczestnictwa dziewczyny. Smith nareszcie przystąpił do tłumaczenia:
— Musicie wymienić się swoją wiedzą, ale przede wszystkim zbudować nić zaufania — zwrócił się do zawodników; w tym, niestety, również do Elsy. — Nie możemy zdradzić wam, na czym pierwsze zadanie będzie polegać. Dam wam jedynie wskazówkę, że będzie liczył się czas, w jakim je wykonacie. Im szybciej, tym lepiej. Nie będą potrzebne wam różdżki do wykonania go.
— Jak to nie będą potrzebne? — wydukał z trudem Lavrans.
— Zadanie tego nie wymaga — dopowiedział Smith, wzruszając ramionami. Wszyscy domyślili się, że na dokładniejsze wyjaśnienia, dlaczego niepotrzebne będą im różdżki, nie powinni liczyć. — Zadanie będziecie musieli wykonać samodzielnie; bez pomocy nauczycieli czy kolegów.
— A kiedy ono właściwie będzie? — zapytał zniecierpliwiony Jack.
— Pierwsze zadanie odbędzie się pierwszego grudnia.
Niecałe dwa miesiące — pomyślała Elsa. Będzie mogła przynajmniej sobie wpisać do kalendarza datę dwudziestego pierwszego grudnia jako: Nie zapomnij! Bolesna śmierć w Turnieju Trójmagicznym!
— Obserwować je będą wszyscy inni uczniowie i my, sędziowie. Jeśli wykonacie je pomyślnie, otrzymacie wskazówki, które pomogą wam w drugim zadaniu.
Czekali na dalsze wyjaśnienia. Smith jednak nie odzywał się od dłuższej chwili.
— To chyba wszystko — oświadczył Morozow, dając do zrozumienia, że nic więcej się nie dowiedzą. — Godzinę rozpoczęcia zadania podamy wam na dwa tygodnie... góra tydzień przed jego rozpoczęciem. Możecie już się rozejść, zawodnicy. Wasi przyjaciele nie przepuszczą żadnej okazji do świętowania.
— My chyba też uczcimy turniej, prawda? — Andersen szturchnął go przyjacielsko w ramię.
Morozow uśmiechnął się, chociaż jego uśmiech był nieco przygaszony. Spojrzał świdrująco na Elsę swoimi niebieskimi oczyma.
— Zapomniałbym — dodał. — Nie zapomnijcie poinformować wasze rodziny. Chyba nie chcecie, aby dowiedzieli się z gazet, że was wybrano? — Ewidentnie kierował swoje słowa do Elsy.
— To co? — rzucił raźnie Nixon. — Życzę dobrej nocy!
Reprezentanci Durmstrangu i Beauxbatons wyszli pierwsi.
Zaraz za nimi Elsa prawie wybiegła z pomieszczenia.
Czuła się okropnie. Nikt jej nie wierzył, z wyjątkiem Morozowa.
Świece dogasały. Wielka Sala skryta była w półmroku. Została w niej tylko jedna osoba. Jedynie Anna Vintersen siedziała przy jednym z opustoszałych stołów. Podniosła się i zmusiła Elsę do zatrzymania się. Krukonka nie spodziewała się niczego dobrego.
— Co to miało być, siostra?! — wrzasnęła zduszonym głosem Anna. Nie dała Elsie nic powiedzieć, bo z jej ust już wylatywały kolejne słowa: — Nawet nie powiedziałaś o tym rodzicom. Ale mogłaś powiedzieć mnie, że się zgłosiłaś. Ty wolałaś jak zwykle zrobić z tego wielką tajemnicę. Dlaczego mnie okłamałaś w tak ważnej sprawie?! Dobrze wiesz, że bym cię wsparła w turnieju, a rodziców jakoś byśmy przekonały!
— Nie powiedziałaś nawet własnej siostrze, że będziesz brała udział w turnieju? — Elsa usłyszała za sobą oburzony głos Jacka Frosta. — To może teraz jej powiesz, jak stchórzyłaś przed sędziami i jak im ściemniałaś, co święta Strażniczko Regulaminu?
Anna spojrzała na Jacka pytająco. Chłopak podszedł do niej. Elsa zrozumiała, że dzięki niemu szanse na spokojne wyjaśnienie Annie sytuacji przestały istnieć. Przypuszczała, że ten idiota na pewno będzie podburzał siostrę przeciwko niej.
— Nie zgłaszałam się — powiedziała Elsa, czując rosnącą bezsilność. — Anno, naprawdę.
— Jasne — syknęła Anna. — Zawsze się tak zachowujesz. Otaczasz się tajemnicami bez powodu! Wiesz co, ty chyba chcesz zapomnieć, że w ogóle masz siostrę!
Mniej bolałoby, gdyby Anna rzuciła w nią czymś. Tak, bolałoby o wiele mniej. Elsa nigdy w życiu nie chciałaby zapomnieć o siostrze. W jej marzeniach ich relacje były normalne — jak w każdym rodzeństwie.
— Nie okłamałam cię — powtórzyła Elsa, starając się zdławić męczącą ją gorycz. — Anno, ja naprawdę...
— Jakie kłamstwa jeszcze wymyślisz? — przerwała jej Anna. — Chociaż mogłabyś się teraz przyznać, a nie kłamać. Nawet nie chce mi się z tobą gadać.
Odwróciła się na pięcie i pomaszerowała w stronę wyjścia.
— Przedstawienie skończone — mruknęła Elsa, czując, że łzy zaczęły napływać jej do oczu. Musiała jakoś je powstrzymać.
Wyszła z Wielkiej Sali, obdarzając Jacka najbardziej nienawistnym spojrzeniem.
Pragnęła, aby ten okropny dzień nareszcie się skończył.


~*~*~*~


Impreza, którą wyszykowali Jackowi Gryfoni, była wspaniała, co jednocześnie oznaczało, że bardzo głośna. Profesor Dreamchild rozpędził bawiące się w salonie towarzystwo niedługo po północy. Pomimo że koledzy zasnęli kilka godzin wcześniej, Jack leżał na łóżku, nie mogąc zmrużyć oka. Dopiero teraz został sam ze swoimi myślami.
Był szczęśliwy, że Czara Ognia go wybrała; tak bardzo, że aż skręcało mu żołądek. Kiedyś marzył o zdobyciu majątku, staniu się sławnym, a teraz miał to na wyciągnięcie ręki! Musiał tylko wykonać trzy trudne zadania. Kaszka z mleczkiem. Jak na razie nie zastanawiał się, w jaki sposób tego dokona. Przeciwnicy wyglądali na naprawdę zdolnych czarodziei, ale tym się jeszcze nie przejmował.
Merida mu pogratulowała, ale widać było po niej, że nie zaakceptowała wyboru Czary Ognia. To oni dwoje mieli zostać wybrani. Powinni wspólnie zwyciężyć we wszystkich wyzwaniach. Ich plany zostały zniszczone w ciągu kilku sekund, jakby jednym zaklęciem. Niestety, Vintersen pomieszała im szyki. Merida wspominała o niej kilka razy tego wieczora. Nie były to miłe słowa, a stały się jeszcze bardziej kąśliwe, gdy Jack wspomniał o kłótni sióstr.
Jack nie chciał nawet myśleć o kłamliwej Vintersen. Strażniczka Regulaminu stchórzyła, gdy czara wyrzuciła jej imię. Nie wyobrażał sobie, jak mogła to zrobić.
Nie myśl o niej — nakazał sobie. — Skup się na przyjemniejszych rzeczach.
Zaczął myśleć o ryzykownych wyzwaniach. Wyobrażał sobie widownię pełną osób, które będą mu kibicować. Już słyszał głos mówiący: Zwycięzcą Turnieju Trójmagicznego zostaje Jack Frost!
Z drugiej strony słyszał inny głos — niepokój, który próbował stłumić.


6 komentarzy:

  1. Czyli Jack uważa, że Elsa kłamie, tak? Już nie mogę doczekać się, aż dowie się o jej mocy. Dobrze, że chociaż dyrektor Hogwartu jej wierzy. Już widzę, jak oboje wygrywają turniej. No chyba, że nie wygrają. Sytuacja między Elsą a Anną nie przedstawia się najlepiej. W każdym razie świetny rozdział! Nie mogę doczekać się kolejnych ^^
    Pozdrawiam i weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, biedna Elsa :""( wszyscy traktują ją jak szmatę, nawet własna siostra. Jack tym razem przesadził, nie mogę uwierzyć, że potrafi być aż tak okrutny! Czytając ten rozdział miałam ochotę mu przywalić. Czy on w ogóle pomyślał, jak może czuć się teraz Elsa!? Pewnie ryczy teraz w Pokoju Życzeń.
    No nic, czekam na next i jak najszybciej popraw relacje między Jackiem, a Elsą!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, że spóźniony :<
    Rozdział jest ... no no. Postarałaś się :)
    Podoba mi się ten rozdział bardzo (nie będę pisać jak bardzo bo wszyscy pomyślą, że jestem psychiczna, a nie chcę żeby dowiedzieli się prawdy XD)
    Weny i pozdrawiam ~Snowmoon

    OdpowiedzUsuń
  4. Else traktuja jak smiecia... jej, nie jestem jedyna....;-;

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wrażenie, że Elsa naprawdę się nie zgłosiła ale nikt jej nie wierzy :( Wygląda to tak jak w sytuacji z Harrym :D
    Oczywiście lecę dalej!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń