czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział VII — Hogsmeade

Świeca już zdążyła stopnieć, a Elsa dalej nie zmrużyła oka. W przerwach między próbami napisania listu do rodziców, leżała na łóżku, przewracając się z boku na bok. Zakrywała twarz dłońmi, zaciskała powieki z całej siły, pragnąc snu skutecznie odganianego przez wrzawę myśli. Przez pewien czas rozważała to, czy udałoby się jej pójść do skrzydła szpitalnego i ubłagać o choć ociupinę eliksiru słodkiego snu. Uznała jednak, że nie będzie włóczyła się po szkole w nocy i nie obudzi pielęgniarki z powodu swej bezsenności.
Może zginę, zanim ktokolwiek cokolwiek zauważy? — myślała Elsa smętnie, że może jej moce nie ujawnią się podczas Turnieju Trójmagicznego.
Spojrzała w stronę okna, częściowo zasłoniętego aksamitnymi kotarami szafirowej barwy. Szyby były pokryte szronem. Elsa wystraszona tą sytuacją, myśląc, że ona to zrobiła, wyskoczyła jak oparzona z łóżka. Podskoczyła do dużego, wysokiego okna i delikatnie odsunęła zasłonę dłonią.
Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że szron na szybie był efektem zwykłego, listopadowego mrozu. Niebo zmieniało granatową barwę na różową. Na horyzoncie widniały rozmyte kontury szarych gór. Trawa na błoniach i szkolnym stadionie quidditcha srebrzyła się od szronu. Nad gruntem unosiły się wątłe obłoczki białej mgły.
Elsa przetarła dłońmi podkrążone oczy. Była wyczerpana. Nie umiała odpocząć.
Za niedługo powinna obudzić się Roszpunka. Elsa mieszkała z nią w jednym dormitorium już pięć lat, więc znała jej rytuały: pobudka o świcie, uprzątnięcie swych rzeczy, wizyta w sowiarni, śniadanie.
Elsa poczuła, że nie wytrzyma całego dnia w zamku, zamartwiając się. Postanowiła, że jednak wyśle list z wyjaśnieniami do rodziców. Nawet jeśli już dowiedzieli się, że ich córka reprezentuje Hogwart w Turnieju Trójmagicznym, to wolała przekazać im tę wiadomość z jej punktu widzenia. Elsa była pewna, że Śnieżyca jeszcze nie wróciła, dlatego uznała, że skorzysta ze szkolnej sowy. Nie obchodziło ją, za ile list zostanie dostarczony.
Elsa ubrała się prędko. Zaczęła przeszukiwać pergaminy, szukając najodpowiedniejszej wersji listu. Wczoraj napisała ich chyba z dziesięć. Rzuciła okiem na każdy i wybrała najlepszy. Zwinęła pergamin w rulon.
Wyparowała z sypialni, przeszła przez opustoszały salon, wyszła z dormitorium Ravenclawu, cichuteńko zamykając duże, drewniane drzwi za sobą. Spojrzała na brązową kołatkę w kształcie orła, nieruchomą, zimną.
Elsa dotarła do celu; weszła do pomieszczenia. Ziąb wiejący z dużych, pozbawionych szyb okien sprawił, że poczuła gęsią skórkę na ramionach. Brązowe sowy spoczywały we wnękach w kamiennej, oszronionej ściany. Elsa podeszła do jednego z ptaków. Zwierzę spojrzało na nią leniwie żółtymi ślepiami.
Sowa zabrała list Elsy. Zaskrzeczała i wyleciała z pomieszczenia. Dziewczyna jeszcze przez chwilę obserwowała sylwetkę ptaka frunącego po różowawym niebie.
Usłyszała kroki za sobą, coraz głośniejsze. Odwróciła się. Zauważyła Roszunkę wchodzącą do sowiarni. Długowłosa związała swoje włosy w wyjątkowo wysoki kok, który prawie zahaczył o futrynę drzwi, gdy przechodziła przez nie. Roszpunka była ubrana w spódnicę i długi, wełniany sweter koloru landrynek. Na ramieniu nosiła materiałową, otwartą torbę. Elsa zauważyła wystające z niej lusterko, w którego tafli widniał jakiś krajobraz. Roszpunka na nogach miała grube wcale niepasujące do siebie skarpety.
— Cześć! — Długowłosa uśmiechnęła się promiennie. — Nie było cię w dormitorium, dawno się obudziłaś?
— Kilka minut temu — skłamała Elsa.
Roszpunka zachowywała się dziwnie. Dalej była dla Elsy miła i życzliwa. Krukoni, po usłyszeniu wyjaśnień reprezentantki Hogwartu zachowywali się chłodno w stosunku do niej. Kilka osób skomentowało to milczeniem lub przestało się nią interesować. Usłyszała od niektórych, że kłamie i jest tchórzem.
Zachowywali się tak jak Jack i Anna. Roszpunka się nie zmieniła.
Długowłosa podeszła do jednej ze szkolnych sów
— Masz jakieś plany na dzisiaj? — Roszpunka zwróciła się do Elsy.
Elsa powinna od razu, kategorycznie odmówić koleżance, może skłamać, że już coś zaplanowała.
— Nie wiem jeszcze — odpowiedziała.
— To super! — Roszpunka uśmiechnęła się, wciskając sowie list. — Jeśli chcesz... znaczy...może pójdziesz z nami do Hogsmeade. Będzie naprawdę fajnie!
Sowa odleciała, trzepocząc skrzydłami, a Elsa stała jak wryta. Czy ktoś zaproponował jej wspólne wyjście? Może tylko się przesłyszała. Nie, to nie wchodziło w rachubę, Elsa miała dobry słuch.
— No proszę, zgódź się! — jęknęła Roszpunka. — Będzie fajnie! Pójdziemy we czwórkę do Jednej Miotły, napijemy się piwa kremowego...
— Czekaj, powiedziałaś w czwórkę.
Roszpunka przestąpiła z nogi na nogę.
— Naprawdę? — zachichotała dziewczyna.
Jedna z sów przysiadła na szczycie jej fryzury, czego Roszpunka najwyraźniej nie zauważyła.
Elsa chrząknęła i spojrzała wymownie na koka długowłosej. Roszpunka zirytowana zachowaniem ptaka zaczęła wymachiwać dłońmi, krzycząc sioo!
Sowa z niezadowoleniem opuściła włosy dziewczyny, które najwyraźniej uznała za lepsze miejsca do odpoczynku niż wnęka w ścianie usłana sianem.
— No tak... — powiedziała Roszpunka, gdy nareszcie pozbyła się nieproszonego gościa ze swoich włosów — ja, ty, Merida i taki nasz kolega... chyba go nie znasz, ale jest całkiem okej... Ale proszę, zgódź się! Chociaż chwilkę z nami posiedź!
Elsie wydawało się podejrzane to, że Roszpunce tak bardzo zależało na tym. Jednak coś podpowiadało jej, że może warto chociaż spróbować. Unikała bliższych kontaktów z rówieśnikami przez lata. Wiele ryzykowałaby, zgadzając się na propozycję Roszpunki. Elsę trochę zniechęcało to, że miałaby spotkać się z Meridą Brave, Gryfonką, która szczególnie za nią nie przepadała.
— W sumie... i tak mam kupić atrament, więc wpadnę do was na chwilę — powiedziała Elsa powoli.
Roszpunka prawie podskoczyła.
— Ale super! Merida i ten chłopak mają czekać w Jednej Miotle, więc pójdziemy we dwie! To może o szesnastej przy bramie?
Elsa pokiwała głową. Roszpunka uśmiechnęła się.
— Idę na śniadanie, idziesz ze mną?
— Wiesz... raczej nie... zjem później.
Roszpunka wyszła żwawo z pomieszczenia, skocznym krokiem. Kok podskakiwał razem z nią.
Dlaczego ja się w ogóle zgodziłam? — pomyślała Elsa.

~*~*~*~

Już z zewnątrz słychać było panujący w gospodzie hałas. Roszpunka i Elsa weszły do środka.
— Mam nadzieję, że zajęli nam miejsca — powiedziała długowłosa, rozplątując zasupłany na szyi szalik.
Elsa po raz pierwszy była w tym lokalu. Gospoda była zatłoczona, panował w niej wesoły gwar. Znajdowało się tam pełno uczniów Hogwartu, Elsa zauważyła nawet profesora Dreamchilda rozmawiającego z barmanem przy barku.
— O, czekają na nas! — zawołała Roszpunka, podchodząc do jednego stolika.
Elsa poszła za nią. Zorientowała się, kto siedzi przy tym stoliku i miała ochotę zawrócić.
Merida Brave popijała piwo kremowe, wesoło trajkocząc. Gdy zauważyła Roszpunkę, oderwała usta od kufla, uśmiechnęła się, ale potem zauważyła Elsę i jej uśmiech zbladł. O obecności Meridy Elsa wiedziała. Nie przypuszczała, że tym znajomym, o którym mówiła rano Roszpunka, był Jack Frost. Na widok Elsy, prawie zakrztusił się piwem kremowym.
— Chodź — powiedziała radośnie Roszpunka, ciągnąc Elsę za rękę w stronę stolika.
Elsa wyrwała dłoń. Dziewczyna nie lubiła, kiedy ktoś łapał ją za ręce. Czuła się wtedy nieswojo, a poza tym trudniej było jej ukrywać swoje zdolności.
— Nie powiedziałaś, że będzie tu Jack — poskarżyła się Elsa.
Po wczorajszym dniu, Elsa nie miała najmniejszej ochoty nawet oglądać Jacka Frosta. Wolałaby już wziąć pod opiekę kilkanaście sklątek tylnowybuchowych niż spotkać się z tym Gryfonem.
— Oj, daj spokój — powiedziała Roszpunka — pogadacie sobie, wszystko wyjaśnicie...
Popchnęła Elsę w stronę stolika. Elsa była wściekła na Roszpunkę, że zaaranżowała ich spotkanie.
— Co ona tu robi? — spytał Jack z wyrzutem. Pod nosem miał wąsy z piany.
— Ona cię słyszy — syknęła Elsa.
Merida patrzyła na Roszpunkę zdziwionym wzrokiem.
— To może usiądziemy... — zaproponowała nerwowo Roszpunka — zamówimy coś...
— Nie będę siedziała z taką kłamczuchą — zaprotestowała Merida.
Elsa zacisnęła dłonie.
— Może to wyjaśnimy... — wtrąciła nieśmiało Roszpunka.
— Nie kłamię — powiedziała chłodno Elsa — ale nie mam zamiaru wam tego udowadniać. To wasza sprawa, że mi nie wierzycie.
Jack zaśmiał się zimnym, pełnym kpiny śmiechem.
— Jasne. Dalej nie masz odwagi się przyznać, Strażniczko Regulaminu?
Roszpunka poszła do barku i prędko zamówiła dwa kufle piwa kremowego. Wróciła do stolika.
— Może obgadamy to na spokojnie... — zachichotała nerwowo Roszpunka. — Usiądziemy, napijemy się, pogodzicie się...
Położyła rękę za ramieniu Elsy. Vintersen szybko strzepnęła jej dłoń.
— Chciałaś pokazać, że jesteś na tyle idealna, aby dostać się do Turnieju Trójmagicznego, a potem stchórzyłaś, gdy Czara Ognia cię wylosowała — powiedziała Merida z wyrzutem.
Elsa zaśmiała się w duchu na tę absurdalną teorię. Krukonka nigdy nie obrała sobie na cel, aby pokazać innym, jak idealna jest. Nigdy nie uważała się za perfekcyjną. Elsa miała dość oszczerstw. Myślała, że spędzi ten wieczór inaczej, ale miło.
— Nie mam zamiaru wam się tłumaczyć — oznajmiła.
Pomimo protestów Roszpunki, wyszła z gospody w tym momencie, kiedy do stolika zostało przyniesione zamówienie długowłosej.
Elsa wyszła za ziąb, pozostawiając za sobą ciepło lokalu. To wyjście okazało się totalną klapą. Pomyślała, że już nigdy nie spróbuje. Wściekła i rozgoryczona ruszyła w stronę zamku.

~*~*~*~

— I po co ją tu przyprowadziłaś? — spytał Jack. — Ona nie ma ani trochę honoru, aby się przyznać.
— Za to ma honor, aby uprzykrzać życie innym, zasłaniając się odznaką prefekta — dodała Merida.
Roszpunka opadła ciężko na krzesło i wzięła w dłonie kufel piwa kremowego. Część włosów wymknęła się z koka i rozsypała po podłodze.
— Jakie kwiatki lubisz, Jack? — spytała.
Roszpunka często zadawała dziwne pytania. Pomyślał, że jego przyjaciółka chce zmienić temat.
— Jak to, jakie kwiatki? — burknął poirytowany.
— Pytam, jakie kwiatki lubisz — powtórzyła z naciskiem, marszcząc nos. — Chcę wiedzieć, jakie kwiatki wybrać wam na wieńce pogrzebowe, bo jak dalej tak będzie wyglądała wasza współpraca, to zginiecie już w pierwszym zadaniu.
— To jej wina — żachnął się Jack — gdyby miała choć trochę odwagi i przyznała się do kłamstwa, może pogodzilibyśmy się.
Roszpunka upiła łyk piwa kremowego i odstawiła hałaśliwie kufel.
— A pomyślałeś, że Elsa może nie kłamie?
— Trzymasz jej stronę? — Merida zrobiła duże oczy.
Twarz Roszpunki przybrała buraczaną barwę.
— Nie trzymam żadnej strony! Po prostu nie chcę widzieć, jak przegrywacie! Rozmawialiśmy wieczorem i byłeś na nią wściekły. Słuchaj, jesteś dla niej za ostry! Powinieneś ją przeprosić.
— Daj już spokój — mruknął Jack.
Roszpunka wyglądała na obrażoną, nic nie odpowiedziała.
Przeprosić Elsę Vintersen — Jack w ogóle sobie tego nie wyobrażał. Pomyślał, za co miałby ją przepraszać. Jack chciał wierzyć, że Elsa kłamie. Jednak zaczął mieć wątpliwości. Albo naprawdę dobrze brała, albo nie kłamała.
A co jeśli ona faktycznie się nie zgłosiła? — pomyślał. — Ale kto miałby interes w tym, aby pakować ją w turniej?
To bez sensu. Jack nie wyobrażał sobie, aby ktoś oszukał Czarę i wrzucił do niej imię Elsy. Jednak z drugiej strony, ta Vintersen nie wyglądała na taką, która byłaby chętna zgłosić się do Turnieju Trójmagicznego. Raz słyszał, jak rozmawiała z innym prefektem i mówiła, że aby brać udział w tym wydarzeniu trzeba mieć sporo odwagi albo głupoty. Poza tym, Elsa Vintersen nie połakomiłaby się na pieniądze — jej rodzina posiadała ich aż nadto.
Jack spojrzał w swój kufel, pozostało trochę napoju na dnie. Jakoś nie miał ochoty zamawiać kolejnego piwa kremowego.
— Może... sam nie wiem — wymamrotał Frost — faktycznie trochę trudno wyobrazić mi sobie naszą pannę prefekt kłamiącą jak z nut... gdyby nauczyciele dowiedzieli się o tym kłamstwie...
Merida wyglądała jakby ktoś kopnął ją w żołądek.
— Sam widzisz — powiedziała Roszpunka — Elsa nie miałaby powodu, aby kłamać. Tym bardziej, po co zgłosiłaby się do Turnieju Trójmagicznego? Pieniędzy jej nie brakuje, a nie sądzę, aby połakomiła się na sławę.
— Czekajcie, czekajcie, wy na pewno mówicie o Vintersen? Jack, co z tobą, masz gorączkę czy co? Naprawdę uważasz, że warto dawać szansę takiej kłamczusze?! Pewnie zgłosiła się do Turnieju, aby pokazać, że jest lepsza od nas... — wtrąciła się Merida.
— Ale ona poważnie podchodzi do każdym ostrzeżeń — odparła Roszpunka. — Wiedziała, że Turniej jest niebezpieczny i nie można się z niego wycofać. Nie zgłosiłaby się... Poza tym, musisz chyba jej uwierzyć, Jack. Jak brzmiały te wskazówki, które przekazał Smith?
Jack zaczął szukać w pamięci instrukcji dyrektora Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
— Coś o współpracy i zaufaniu — odparł ogólnikowo Jack.
— Właśnie! — Roszpunka uderzyła dłonią w blat stołu. — Musisz się z nią pogodzić, bo naprawdę, chyba nikt z nas nie chce patrzeć, jak reprezentanci Durmstrangu i Beauxbatons skopią wam tyłki.
Merida zaczęła sprzeczać się z Roszpunką, ale Jack nie odzywał się. Przerywając ich kłótnię, mógłby zostać rozerwany na strzępy. Patrzył więc na okno, za którym widać było ciemną ulicę oświetlaną mnóstwem latarni. Czuł się źle, gdy myślał o tym, że mógł bezpodstawnie oskarżyć Elsę.


9 komentarzy:

  1. Za tekst o kwiatkach proszę o nową klawiaturę bo ta jest cała zalana sokiem XD Rozdział cudny , czekam z niecierpliwością na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie! Jack idioto w końcu myślisz (nie wiem czy to normalne)! Teraz proszę się pogodzić, bo jak nie to razem z Punzie będziemy odwiedzać was na cmentarzu Roszpunka przyniesie kwiatuszki i w ogóle :) Cudny rozdział ^^ Czekam na więcej! Ciepło pozdrawiam i duuużo weny!!
    ~Alissa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      Dziwnie było pisać ,,Jack pomyślał..." *kiepski żart*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Kocham ten tekst o kwiatkach <3 I Jack jednak ma trochę oleju w głowie! Bardzo dobrze ^^ Nie mam jakoś pomysłu na dłuższy komentarz, trochę ze względu na porę, ale rozdział świetny!
    Pozdrawiam i weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  4. No to tak...
    Po pierwsze hej.
    Czytam twojego bloga od niedawna tj. wczoraj i jest cudowny. Ogólnie piszesz cudownie. Czytałam twojego innego bloga o Jelsie też jest świetny no. Tekst o kwiatkach najlepszy. Mi się wydaje czy Jack na tym blogu się ogarnął? No co ja gadam, oczywiście, że się ogarnął. Prawda? Tylko jeszcze co z Meridą... Z nią też przydałoby się coś zrobić...
    Pozdrawiam i życzę weny żeby rozdział pojawił się jak najszybciej.
    Ps. Zapraszam do mnie na drugi rozdział. Co prawda nie jest o Jelsie, ale zapraszam. Mam w planach dodać ich, chyba, że będzie za dużo bohaterów. Tak więc... Zaprasza. Ta wiem, że się powtarzam.
    http://welcome-in-the-xxi-century.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej.
      Bardzo dziękuję za miłe słowa :). Nie będę zdradzać, czy Zajrzę na bloga, gdy znajdę chwilę i zostawię po sobie ślad w postaci komentarza.

      Usuń
  5. Tekst o kwiatkach mnie rozwalił :D
    Szkoda, że nadal jej nie wierzą...
    Jestem ciekawa współpracy Jacka i Elsy ;)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń