niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział VIII — Przeprosiny

Od czasu feralnego spotkania w Hogsmeade minęły dwa tygodnie.
Elsa, chcąc nie chcąc, musiała się pogodzić się ze swoim uczestnictwem w Turnieju Trójmagicznym. Treść listu od rodziców świadczyła, że oni także przyswoili tę wiadomość. Dyrekcja zawiesiła Elsę w obowiązkach prefekta (na okres rozgrywek), dlatego dziewczyna poświęcała zyskany czas na przygotowanie do pierwszego zadania. Krukonka przesiadywała godzinami w bibliotece zawalona księgami, ręce miała pozacinane od pergaminu, czytała do późnych godzin, aż litery zaczynały się zlewać przed jej oczami. Gdy dziewczyna zasypiała, nawiedzały ją potworne koszmary, które zapominała kilka minut po przebudzeniu. Nauka po raz pierwszy zaczęła ją przytłaczać, ale przecież nie mogła odpuścić.
Już każdy w szkole uznawał Elsę za kłamczuchę i tchórza. Ludzie szeptali za jej uszami, ba!, inni mówili głośno, nie ściszając głosu! Uczniowie omijali ją, patrzyli krzywo; traktowali tak, jakby Elsa zarażała jakąś paskudną chorobą. Ania albo olewała siostrę, albo oświadczała głośno, że nie ma ochoty słuchać tłumaczeń. Elsa bała się, że relacje między nimi już zawsze będą tak wyglądać.
W tej nieznośnej, przygnębiającej atmosferze upłynęły dwa tygodnie, przybliżając termin pierwszego zadania.
— Za chwilę zamykam — warknęła bibliotekarka nieuprzejmie, siorbiąc napój.
Elsa wyszła zza regału i do stosu grubych ksiąg, które uznała za potrzebne, dorzuciła dwie małe książeczki. Dziewczyna była pewna, że mogłaby znaleźć jeszcze coś przydatnego, ale wolała nie nadwyrężać cierpliwości niemiłej bibliotekarki. Elsa wcisnęła jak najwięcej książek do torby, jednak na stole pozostało ich sporo.
— Za chwilę zamykam! — zaskrzeczała bibliotekarka.
Dziewczyna zarzuciła na ramię ciężką torbę, a pozostałe książki wzięła na ręce. Ciężar przechylił ją lekko do tyłu. Ruszyła powoli w stronę wyjścia.
— Do widzenia — powiedziała.
— Do widzenia! — fuknęła bibliotekarka.
Elsa wyszła na korytarz, słysząc dochodzące z biblioteki narzekania kobiety. Korytarz rozświetlało złote światło płonących pochodni usadzonych na uchwytach wzdłuż ścian. Dziewczyna spojrzała przez okno na ciemne niebo. Dopiero teraz Elsa uświadomiła sobie, jak bardzo jest głodna i że ominął ją obiad. Miała nadzieję, że po odniesieniu książek do dormitorium zdąży chociaż na końcówkę kolacji.
Ruszyła ostrożnie w stronę schodów. Zza węgła wyszli Czkawka, Roszpunka i Jack. Elsa nie zwróciła na nich najmniejszej uwagi, tylko dalej szła przed siebie.

~*~*~*~

— JUŻ, WRACAJ SIĘ! — zarządziła Roszpunka i popchnęła Jacka w stronę schodów.
Jack wywrócił oczami.
— Dziewczyno, jestem głodny, mogę zjeść w spokoju kolację? — odparł.
— Znowu się wymigujesz! — oskarżyła go.
— Wcale się nie wymiguję! — żachnął się Jack.
— Właśnie, że tak! Już, idź!
Jack miał już dość zachowania Roszpunki. Od dwóch tygodni przyjaciółka ciągle mu truła, aby pogadał z Elsą. Roszpunka przypominała mu o tym, ilekroć widzieli starszą z sióstr Vintersen na korytarzu, na każdej lekcji, po lekcjach; cały czas! Przecież Roszpunka nie musiała mu przypominać! Jack zawsze powtarzał, że po prostu czeka na odpowiedni moment. Nikomu o tym nie mówił, ale nie miał ochoty rozmawiać z Elsą Vintersen. Tym razem nie z niechęci do niej. Perspektywa, że będzie musiał przepraszać Elsę, niezbyt mu się podobała. Jack nie umiał przepraszać przyjaciół, a co dopiero tę zarozumiałą Vintersen. Chociaż zarozumiała coraz mniej miało się do Elsy. Od dwóch tygodni ani razu nie zgłosiła się na lekcji. Poza tym, nie męczyła innych uczniów, aby nie puszczali fajerwerków na korytarzach ani tym podobne.
Jackowi opadły ramiona.
— Jak pójdę, to dasz mi spokój? — jęknął.
— Jasne, Czkawka świadkiem! — zapewniła gorąco Roszpunka, a Krukon potwierdził skinieniem głowy.
Jack westchnął, musiał jeszcze przez jakiś chodzić o pustym żołądku. Zawrócił i yaczął wpisać się po schodach. Liczył na to, że znajdzie Vintersen.
I ujrzał Elsę, gdy dotarł do kolejnych schodów. Dziewczyna wspinała się powoli na kolejne stopnie, torba ciężko zwisała z jej ramienia. Jack po chwili zauważył, że ledwo co utrzymywała na rękach kilkanaście grubych książek.
Chłopak zastanowił się jeszcze, czy może nie warto poczekać z rozmową. Uznał, że nie było czasu na rozmyślania i wspinając się po kilka schodków na raz, stanął koło dziewczyny. Elsa zatrzymała się, patrząc na niego wyczekującym spojrzeniem.
— Pomóc ci nieść te książki? — wypalił Jack.
Elsa lustrowała go chłodnym wzrokiem. Wyglądała tak, jakby głęboko zastanawiała się nad propozycją chłopaka. Jack mógł tylko domyślać się, co ona sobie myśli. Może... Czego ten baran ode mnie chce?
Nie było kłamstwem to, że zanim Jack dokładnie przemyślał sobie sytuację Elsy, to rozpowiadał innym Gryfonom, że Vintersen to kłamczucha.
— Pomóc czy nie? — powtórzył Jack.
Elsa wzruszyła ramionami, nareszcie przestając patrzeć na niego tym przeszywającym spojrzeniem. 
— Jeśli możesz — powiedziała bezbarwnym głosem.
Jack zabrał od niej książki, zastanawiając się, jak taka niepozorna dziewczyna daje radę codziennie chodzić obładowana tak ciężkimi księgami.
— Gdzie idziesz? — spytał.
— Do dormitorium — odparła, poprawiając pasek od torby — odniosę książki, a potem może zdążę na kolację.
Ruszyli schodami w górę. Jack kilka razy czekał na Czkawkę i Roszpunkę przed ich dormitorium, więc wiedział, że znajduje się ono na siódmym piętrze.
Oboje milczeli, Jack nie wiedział jak poruszyć temat turnieju. Było mu okropnie głupio. Teraz już sam nie wiedział, czy powinien uwierzyć Elsie czy nie. Merida twierdziła, że Vintersen na pewno kłamie. Roszpunka wręcz przeciwnie. Czas upływał, pierwsze zadanie turnieju przybliżało się nieuchronnie. Według wskazówek Smitha, powinni porozumieć się i zaufać sobie.
Jack postanowił, że najlepiej będzie powiedzieć prosto z mostu. Najwyżej Elsa powie swym zarozumiałym tonem coś niemiłego.
— Vintersen... Elsa — zaczął niepewnie chłopak. Czuł, jak zasycha mu w gardle. Nigdy tak nie stresował się przy żadnej dziewczynie, nawet gdy w trzeciej klasie przegrał zakład i miał zaprosić obcą siódmoklasistkę na randkę. — Wiesz, trochę myślałem o tym, co ci powiedziałem w Hogsmeade...
Stanęli przed wejściem do dormitorium Krukonów.
— Możemy pogadać? — Zupełnie już nie wiedział, co powiedzieć. — Jak zaniesiesz książki... 
— Jasne — powiedziała chłodno.
Odpowiedziała na zagadkę kołatki i weszła do dormitorium. Jack został sam. Miał ochotę czmychnąć, gdzie pieprz rośnie, ale nie mógł teraz tego zrobić. Oparł się o kamienną ścianę, czując na sobie wzrok brązowej kołatki w kształcie orła. Próbował ułożyć w głowie jakiś scenariusz rozmowy, ale nawet w jego myślach brzmiało to tak okropnie, że wolał zachować niektóre teksty dla siebie.
Nie minęło kilka minut, a Elsa pojawiła się powrotem. Nie miała już ani stosu książek na rękach, ani torby na ramieniu.
— Chciałeś ze mną porozmawiać o turnieju, prawda? — domyśliła się dziewczyna. — Jack, nie mam zamiaru cię przekonywać, że nie kłamię. Ty i tak wiesz swoje, i wcale się tym nie przejmiesz...
— Wiem — przerwał jej Frost — chodzi o to... że ja... ja już nie wiem, co o tym myśleć.
Elsa uniosła lekko brwi. Wyglądała na zaskoczoną, Jack rzadko widział, aby ta dziewczyna pokazywała jakiekolwiek emocje.
— No, przemyślałem to... może nawet trwało to trochę za długo. — Uśmiechnął się krzywo. — Naprawdę mi głupio, że tak powiedziałem.
— Co powiedziałeś? — Zmrużyła oczy.
Jack był pewien, że chciała od niego wyciągnąć dokładne informacje. Westchnął żałośnie, ale potem wziął się w garść.
— Za to, że cię tak nazwałem... no, za to, że cię nazwałem kłamczuchą i tchórzem — wydusił to wreszcie. — Wiem, jesteś na mnie zła, nie dziwię się ci. Sam byłbym na siebie zły, na twoim miejscu... ale Turniej się zbliża i pomyślałem, że może powinniśmy... że może ja powinienem... zachowywać się lepiej w stosunku do ciebie. No, powinniśmy się pogodzić.
Widząc jej wyraz twarzy, dodał naprawdę skruszony to jedno słowo, które tak ciężko przeszło mu przez gardło.
— Przepraszam.
Jack miał wrażenie, że milczenie Elsy trwało wieczność. Bał się, że dziewczyna wybuchnie szyderczym śmiechem, zwymyśla go lub nic nie powie. Patrzył na Elsę, czując coraz większą niepewność.
— Nie jestem zła. Przeprosiny przyjęte — powiedziała spokojnie.
Jack poczuł ulgę. Wcześniej miał wrażenie, że nosi w sobie gotowe do wystrzału fajerwerki, które rozerwą go na strzępy, jeśli ciągle będzie zwlekał. Tym bardziej Jack poczuł się lepiej, bo Elsa Vintersen faktycznie nie wyglądała na rozeźloną. Choć mógł się mylić, ponieważ trudno poznać, co ta dziewczyna naprawdę sobie myśli.
— Jeśli pozwolisz, to ja teraz pójdę do Wielkiej Sali — powiedziała Elsa.
Kiedy Jack usłyszał o Wielkiej Sali, zaczęło burczeć mu w brzuchu.
— Ty chyba też tam idziesz — dodała.
Jack miał nadzieję, że nie zrobił się czerwony na twarzy.
Elsa ruszyła schodami w dół, a Jack stał jeszcze chwilę nieruchomo. Po chwili sam podążał w stronę Wielkiej Sali.

~*~*~*~

Cześć!
Informuję, że rozdziały będą pojawiały się rzadziej. Dlaczego? *Uwaga pora na usprawiedliwienia*. Skończyły mi się ferie. Kolejne dłuższe wolne mam dopiero na Święta Wielkanocne. Luty i marzec będą dla mnie dość ciężkie, ze względu na szkołę (chyba każdy z was zna tę sytuację, więc nie będę pisała szczegółów). Nie mówię, że nie będę pisała. Rozdziały będą pojawiały się raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. 

Pozdrawiam!




6 komentarzy:

  1. Tak! Jack i Elsa wreszcie się tolerują! ^^ No to ja już jestem całkiem zadowolona. Zakładam, że tylko Elsa przyłoży się do prawdziwego przygotowania do zadań. A potem będzie płacz i zgrzytanie zębów. I Jackowi trudno przychodzi przepraszanie, tak samo jak mnie. Chyba moja największa wada. I szkoła - całkowicie rozumiem. Ja też jutro wracam. I jeszcze ostatnie chwile przed konkursem w piątek. ;_;
    Pozdrawiam i weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. No! Nareszcie między Elsą, a Jackiem zaczyna się układać :) oby tak dalej!
    Spoko, poczekam! Znam ten ból! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. siostro rozumiem Cię trochę ! Szkoła i te sprawy ... sam w tym roku mam egzamin gimnazjalny i raczej mam mało czasu ;-; ale tak czy siak rozdział cudny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rodział świetny!
    Nie wiem co więcej napisać więc
    Pozdrawiam i weny~Snowmoon
    PS. Trzymaj się w tym więzieniu :')

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że Jack przeprosił Elsę :) Może teraz będą się tolerować i jakoś dogadają się na turnieju :D
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń