niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział XVIII — „Czarownica” prawdę ci powie!

— Och, ty jesteś Jack Frost!
Chłopak zdziwił się, gdy usłyszał za sobą piskliwy, pełny podniecenia głos. Nie miał ochoty odwlekać pójścia na obiad, niechętnie przystanął przed drzwiami do Wielkiej Sali, z której dochodziły tak cudne zapachy potraw, że żołądek mu się skręcał.
Osobą, która wołała Jacka, była niziutka, nieznajoma dziewczyna ubrana w komicznie grube futro. Brązowe włosy związała w schludnego koczka, z haczykowatego nosa zsuwały się okulary, w dłoniach trzymała gruby notes oprawiony w skórę. Na pewno nie uczyła się w szkole ani nie nauczała Hogwartczyków.
— Tak, to ja — odparł chłopak, rzucając dyskretnie tęskne spojrzenie w stronę Wielkiej Sali.
Dziewczyna podeszła do niego powoli, rumieniąc się.
— B-bertha M-m-moore, „Czarownica” — przedstawiła się nieśmiało, robiąc się czerwoną na twarzy. — Przejęłam sprawę Turnieju T-t-trójmagicznego od mojego kolegi z r-redakcji...
Nerwowo wbiła wzrok w podłogę, a Jack poczuł się dziwnie ze świadomością, że kogoś onieśmielił. Sądząc po wieku dziewczyny i zachowaniu pewnie niedawno zajmowała się dziennikarstwem.
— Mogłabym zadać kilka pytań do artykułu odnośnie przygotowań do drugiego zadania Turnieju Trójmagicznego? — spytała niepewnie Bertha, wlepiając spojrzenie w notatnik.
Jack był okropnie głodny, że nawet wywarem z ropuch by nie pogardził, ale zrobiło mu się żal nieśmiałej dziennikarki.
— No... mógłbym szybko odpowiedzieć na kilka pytań — przyznał z uśmiechem.
Bertha ożywiła się w sekundzie. Pociągnęła Jacka na ławkę przy wejściu do Wielkiej Sali, nie będąc już ani trochę speszoną. Wyciągnęła zza pazuchy pióro i różdżkę.
— Uśmiechnij się — zaszczebiotała.
— Słucham? — Zmarszczył brwi.
Bertha machnęła różdżką. Błysnęło oślepiające, białe światło. Jack zacisnął mocno powieki, a kiedy znowu otworzył oczy, widział mnóstwo kolorowych plamek i dziennikarkę gotową do notowania.
— Możemy zaczynać? — zaćwierkała, chociaż nie poczekała na jego odpowiedź. — Jack, jak oceniasz swoje przygotowanie do drugiego zadania? Czy czujesz się tak pewnie, że równie dobrze mógłbyś teraz podjąć się tego wyzwania?
— No... — Jack czuł się dziwnie, patrząc na Berthę pochłoniętą pisaniem w notatniku. — Myślę, że...
— Brak wsparcia — mruknęła pod nosem, przerywając chłopakowi. Zaprzestała notować i podniosła na niego wzrok. — Dobrze, Jack. Powiedz mi teraz, czy obawiasz się drugiego zadania?
Jack musiał się chwilę zastanowić. Pióro Berthy ciągle skrobało po notatniku, chociaż Frost nic nie mówił. Gryfon już miał sformułowaną odpowiedź
— Wydaje mi się, że...
— Przerażenie... — Dziennikarka znowu nie dała dojść Jackowi do słowa. — Jak oceniasz przygotowania drugiej reprezentantki Hogwartu? Wspólnie przygotowujecie się do drugiego zadania czy każde z osobna?
Bertha spojrzała na Jacka tak świdrującym spojrzeniem, że Jack nigdy więcej nie pomyślałby o niej jak o osobie nieśmiałej.
— Przygotowujemy się razem... — Chłopak próbował powiedzieć chociaż jedno zdanie.
— Romeo... Z pewnego źródła wiem, że spędzacie ze sobą wiele czasu. — Bertha się uśmiechnęła. — Spacerujecie wspólnie, spędzacie wspólnie czas w bibliotece, czasem siedzicie razem na lekcjach, byliście razem na Balu Bożonarodzeniowym... Czy za zaletę Turnieju Trójmagicznego uważasz to, że mogliście zacieśnić wasze relacje?
Jack zrobił się czerwony na twarzy i zupełnie nie wiedział, co odpowiedzieć.
— Eeee... — wymamrotał.
Bertha zarumieniła się.
— Och, rozumiem. — Chichocząc, zanotowała coś w notatniku. — Jednak musisz przyznać, że wcześniej nie przyjaźniłeś się z Elsą Vintersen? Czy wpłynęło na to twoje mugolskie pochodzenie?
— Nie bardzo rozumiem...
— Przygnębienie... trudność... — wymamrotała do siebie Bertha. — Może zejdźmy z powrotem na twój temat. W pierwszym wywiadzie udzielonym dla „Proroka Codziennego” wspominałeś o młodszej siostrze oraz mamie... Czy mógłbyś mi opowiedzieć o swoim ojcu?
Jack pomyślał, że ta rozmowa schodzi na niewłaściwy tor.
— Tak właściwie to... — zaczął, ale znowu mu przerwano.
— Łzy... tragedia... Och, bardzo ci dziękuję za wywiad i tak wyczerpujące odpowiedzi! — powiedziała Bertha.
Zanim Jack zdążył otrząsnąć się z szoku, dziennikarka już się pozbierała i ruszyła do wyjścia.
To było dziwne — pomyślał chłopak. Poczuł zapach dochodzący z Wielkiej Sali. — Jedzenie!
Pognał na posiłek, nie myśląc zbytnio nad nietypowym wywiadem, którego udzielił chwilę temu.

~*~*~*~

Jack patrzył na rozbrojoną Rozdymkę i ciągle się wahał. Jego plan nie był doskonały, miał pełno luk i niewiadomych, a w niektórych momentach polegał na zbiegach okoliczności. Wszystko kręciło się wokół dawnego wynalazku naprawianego przez kilka dni, czyli Rozdymki — łatwej do transmutacji niewielkiej kuli z magicznego kleju, ogonów kijanek, pergaminu i innych pozostałości po zajęciach eliksirów. Czy pomysł Jacka w ogóle dało się nazwać planem? Jednak chłopak pomyślał, że może Elsa wymyśli coś na bazie jego zamysłu. Ona znała się na dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik — w tym wypadku musiałaby zapiąć więcej niż połowę guzików.
Jack zdecydował się. Lepiej mieć chociaż jeden średni pomysł niż żaden, prawda?
Gryfon wstał z łóżka, papierki po mordoklejkach przerzucił na szafkę nocną, zasypując nimi różdżkę i podręcznik od zaklęć. Rozdymka została ostrożnie przeniesiona do kufra i ukryta pod stertą wymiętych ubrań. Jack wyszedł z sypialni i pomyślał, że zanim zacznie poszukiwania Elsy, to pochwali się Meridzie naprawionym wynalazkiem. Jednak Frost przypomniał sobie o tym, że przyjaciółka dąsała się na niego bez powodu. Zdecydował, że jeśli nie spotka Meridy w salonie, to wspomni jej o naprawie Rozdymki kiedy indziej.
Jack, zeskakując po kilka schodów na raz, zszedł do pokoju wspólnego Gryffindoru. Pufy i fotele były oblegane przez uczniów, grupka młodszych dziewczyn — wśród nich Emma — odrabiała lekcje przy stolikach, jacyś pierwszoroczni grali w Eksplodującego Durnia. Jack podszedł do Edwarda Pottera, Arcady'ego Lunice'a i kilkorga innych chłopców, którzy przy kominku czytali wspólnie jakąś gazetę, śmiejąc się pod nosem.
— Nie widzieliście Meridy — spytał Frost — albo Elsy?
Zebrani przy gazecie parsknęli śmiechem.
— Nie widzieliśmy, Romeo — wydusił Benedict Rome, zaciskając usta, powstrzymując uśmiech.
Jack nie wiedział, czemu został nazwany Romeem. Może było to powiązane z tą gazetą czytaną przez grupkę chłopaków, dlatego niezbyt się tym przejął. Wyszedł z pokoju wspólnego, stanął przy portrecie Grubej Damy, która strzegła dormitorium Gryfonów, zastanowił się, gdzie mogłaby być Elsa.
Biblioteka.


~*~*~*~

Jack musiał przeszukać całą bibliotekę, zanim znalazł Elsę.
Dziewczyna zajmowała ich miejsce w czytelni znajdujące się przy rzadko odwiedzanym przez uczniów regałem z książkami kucharskimi. Krukonka siedziała przy małym stoliku, na blacie którego znajdowało się kilka książek, czytała gazetę. Brwi miała zmarszczone, usta zaciśnięte w wąską linię, najwyraźniej czytany artykuł bardzo ją przejmował.
Jack odkaszlnął sztucznie, zwracając na siebie uwagę Elsy — wolał dać o sobie znać w ten sposób, aby nie przyprawić dziewczyny o zawał. Krukonka podniosła wzrok znad gazety.
— Cześć. — Jack się uśmiechnął. — Mam chyba pomysł, jak...
— Musisz to zobaczyć — przerwała mu Elsa chłodnym głosem, odkładając gazetę na blat.
Jack nieco zdziwiony, o co mogło chodzić Elsie, usiadł naprzeciwko niej. Wziął gazetę w dłonie, okazało się, że to najnowszy numer „Czarownicy”. Otworzył ją i spojrzał na rozpiskę.
— Drugi artykuł — podpowiedziała Elsa bezbarwnym głosem.
Jack znalazł odpowiedni artykuł, a nad nim ilustrację przedstawiającą jego zdziwioną twarz.


MIŁOŚĆ STANĘŁA W DRZWIACH... ALE NIE UKRYŁA PRAWDZIWEGO „JA” UCZESTNIKÓW TURNIEJU TRÓJMAGICZNEGO!


Życie uczestników Turnieju Trójmagicznego, choć z pozoru sielankowe i proste, okazuje się znacznie bardziej poplątane, pisze Bertha Moore. Za nimi tradycyjny Bal Bożonarodzeniowy, który ujawnił poplątane relacje między niektórymi uczestnikami turnieju.
Johnny Frost, z pozoru szczęśliwy, pełen życia piętnastolatek, musi borykać się z wieloma problemami. Podczas Balu Bożonarodzeniowego porzucił swą już byłą dziewczynę, niejaką Mirandę Brave, dla Elli Vinters, drugiej uczestniczki Turnieju Trójmagicznego.
Niczego nie żałuję”, odpowiada Johnny zapytany, czy żałuje decyzji, „Miranda już dawno mnie nie interesowała, tylko graliśmy razem w quidditcha. Poza tym, spotyka się ona z Edwardem Potterem. Od kilku miesięcy spędzam więcej czasu z Ellą. Wspólnie spacerujemy wokół jeziora, siedzimy w bibliotece. To niewątpliwie dziewczyna z moich marzeń”.
Jednak czy ta miłość bohaterów jest tak silna jak u szekspirowskich Romea i Julii? Czy Ellę Vinters można nazwać „dziewczyną czyiś marzeń”? Dzięki siostrze reprezentantki Hogwartu wiadome jest, iż Ella zamyka się na innych.
Ona zawsze taka była”, w ten sposób komentuje to Annabeth Vinters, siostra Elli, „Niestety nigdy nie byłyśmy ze sobą blisko. Zawsze była antypatycznie nastawiona w stosunku do mnie i każdego... Nie lubi, gdy ktoś jest uczuciowy, uważa to za oznakę słabości”.
Czy w takim wypadku Ella Vinters jest dobrą osobą dla Johnny'ego Frosta, który potrzebuje zrozumienia bardziej niż inni chłopcy w jego wieku? Gryfon wychowywał się bez ojca, który zmarł na krótko przed tym, jak Johnny zaczął naukę w Hogwarcie. Gdy Frost został zapytany, co stało się z jego tatą, zalał się łzami i nie potrafił wydusić ani jednego słowa. Nasza rozmowa przywołała nieszczęśliwe wspomnienia.
Chłopak nie zawsze reaguje na ciężkie przeżycia płaczem. Przyjaciel Johnny'ego, Hans Jung, zgodził się opowiedzieć o swoim koledze z Gryffindoru.
Ilekroć wspomni się mu jego pochodzenie, matkę lub ojca staje się agresywny”, wyznaje Hans Jung z ciężkością, „Na początku piątej klasy, gdy zwróciłem mu uwagę na brudną szatę, naskoczył na mnie pod pretekstem, iż wyśmiewam się z jego pochodzenia i rodziny. Zachowałem spokój i odzywałem się miło do niego, ale on próbował rzucić się na mnie. Całe szczęście pojawiła się Ella Vinters i go powstrzymała, inaczej nie wiem, jak to się skończyłoby. Nie miałbym serca na niego donosić, ale jeśli bym musiał... to mój obowiązek, jako prefekta”.
Czy tak wrażliwy, chociaż wybuchowy, skrzywdzony chłopak nadaje się do niebezpiecznych zadań turniejowych? Równie dobrze możemy zadać to pytanie, mając na myśli Edwina Robillarda, siedemnastoletniego czarodzieja półkrwi, reprezentującego Akademię Magii Beauxbatons...



Jack wpatrywał się oniemiały w gazetę, po czym rzucił ją na stół. Może ten artykuł jest okropnym żartem... Poczuł w sobie mieszaninę wściekłości i zażenowania. Już wiedział, czemu koledzy z Gryffindoru nazwali go Romeem.
— Nie wierzę — powiedział, parskając śmiechem, w którym nie było ani cienia radości. — Nie wierzę...
— Mi też nie chce się w to wierzyć... — westchnęła Elsa, zabierając gazetę z blatu i zwijając ją w trąbkę.
— Niech ja tylko dorwę tę wredną, paskudną... — Tutaj Jack zaklął brzydko.
Chłopak zauważył, jak bibliotekarka wychyliła się zza swojego biurka, poszukując tego, kto używa tak paskudnych słów. Pomyślał, że musi nieco się uspokoić, chociaż krew w nim buzowała.
— Co to za bujdy! Przecież ja nawet nie odpowiedziałem na żadne z jej pytań, nie dała mi takiej możliwości! Po co ona w ogóle to zrobiła?!
— Chyba dostała szansę wybicia się — zauważyła Elsa. — Do tej pory zajmowała się sekcją kulinarną w „Czarownicy"...
Jack zadudnił palcami w stół. Rozdymka chwilowo zeszła na dalszy plan. Nie mógł pozbierać własnych myśli, miał ochotę rozszarpać Berthę za te kłamstwa, które powypisywała. Jedynie wypowiedź Hansa wydawała się w stylu tego Ślizgona, ale to wcale nie poprawiało Jackowi humoru. Wybuchowy...faktycznie, teraz tak Frost się czuł.
— Musimy to odkręcić! — postanowił Jack. — Nie wiem jak, ale musimy! Wydawała się taka nieśmiała...
— Myślę, że nic na nią nie poradzimy — odparła Elsa. — Przynajmniej wiemy, że trzeba unikać Berthy... Możemy tylko pogadać z tymi, którzy wypowiadali się i zostali wspomnieni. Poza tym, w tym artykule jest napisane pomiędzy oczywistymi kłamstwami, że Beauxbatons nawet nie zabrało się do rozwiązania zagadki, chociaż szczerze mówiąc nie wiem, czy to prawda...
Jack przypomniał sobie, po co przyszedł do biblioteki. Chociaż dalej był wściekły po tym, co wyczytał, to pomyślał, że musi wspomnieć o Rozdymce.
— Mówiąc już o zagadce... mam pomysł, jak odebrać skradzione strony — powiedział.
Elsa otworzyła szerzej oczy, wyglądała na naprawdę zainteresowaną.
— Dobrze — odpowiedziała, wyglądała na ciekawą. — To może w klasie historii magii mi o tym opowiesz?

10 komentarzy:

  1. O matko :') Na początku myślałam, że ta Bertha to jakaś uczennica, która zarywa do Jacka. A tu proszę, druga Rita Skeeter. Po filmie dosyć długo zastanawiałam się, gdzie jest ojciec Jacka, a na ROTGwiki nie było o tym informacji. Także przyjmijmy, że umarł.
    Hans przyjacielem Jacka :P Berth musiała być ciężko chora na umyśle czy coś. Jestem strasznie ciekawa pomysłu Jacka z Rozdymką.
    W ogóle to zabrzmiało tak dziwnie:
    — To może w klasie historii magii mi o tym opowiesz?
    Elsa zaprasza Jacka do klasy historii magii. Ewidentnie oglądam za dużo zboczonego anime.
    Pozdrawiam i weny! ^^
    PS Wiem, że pewnie masz dużo roboty, bo jest już kwiecień i niedługo koniec roku, oceny i te sprawy. Chciałam się tylko zapytać o Śnieżną Historię i kolejny rozdział. Przepraszam, że tak męczę, ale po prostu zżera mnie ciekawość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Bertha to taka trochę cicha woda... to ten typ dziennikarki, której nie obchodzi, czy ma dobre informacje, ważne jest, aby były one sensacyjne. Jeśli chodzi o ojca Jacka, to dalej dopracowuję jego historię.
      Oj, anime ryje banie mocno. Znam osoby, które nie zejdą po schodach, jeśli mają parasol w dłoni :p
      Na Śnieżną Historię zupełnie nie mam pomysłu... nie napisałam wielkie nic, zero, null!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. NIEZIEMSKIE! Rozdział świetny!
    Ta dziennikarka ostro namieszała XD I z imionami i z całą resztą XD
    Czekam na next i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Uwielbiam tworzyć postacie typu Bertha, tak upierdliwe, że aż skóra cierpnie xD
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. MEGA rozdział. Bertha jest genialna. Taka przerażona, a potem atakuje jak Rita. Czekam na nexta :)

    Gall

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! :D Powtórzę — Bertha to taka cicha woda.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Bardzo fajny rozdział. Nieźle ich dziennikarka załatwiła :D
    Czekam na next i życzę weny!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń