poniedziałek, 23 maja 2016

Rozdział XXIII — Prawie prawda „Czarownicy”

Anna zacisnęła mocniej dłonie na kubku. Brwi miała ściągnięte, rzucała niepewnie spojrzenia na stół Slytherinu. Elsa opowiadała spokojnie o swojej ostatniej lekcji zielarstwa.
 — Ty to zrobiłaś? — przerwała zdezorientowana Anna, gdy usłyszała, że to jej siostra rozwaliła worek z nawozem. — To przypadkiem nie Jack? Hans mówił, że to zrobił Jack.
 — Cała klasa jest o tym święcie przekonana, włącznie z Hansem — odparła Krukonka. — Ale to zrobiłam ja. Mówiłam ci, jak on traktował Jacka. Początkowo Saliet ukarał Jacka, ale wyjaśniłam wszystko z nauczycielem. To ja muszę iść na szlaban.
Anna uniosła brwi, jakby nie mogła uwierzyć, że jej siostra jest zdolna robić takie rzeczy.
 — Nie mogłaś po prostu zwrócić Hansowi uwagi? — spytała z oburzeniem Gryfonka. — Lub pójść do nauczyciela jak zazwyczaj to robisz?
 — To nie podziałałoby. Hans ma nauczkę — odparła obojętnie Elsa.
 — Ale...
 — Przyjaźnisz się z Jackiem, prawda?
Krukonka chciała zmusić siostrę, aby samodzielnie przemyślała zachowanie Hansa. Elsa nie wierzyła, że Anna po prostu przestała zauważać, jak zachowuje się Ślizgon. Wydawało się jej, że Gryfonka próbuje ignorować wypaczony światopogląd chłopaka.
Anna patrzyła na Elsę ze zdumieniem, jakby nie rozumiała, co to pytanie miało do rzeczy. Rudowłosa zerknęła na stół Slytherinu. Elsa popatrzyła krótko przez ramię i domyśliła się, że siostra chciała znaleźć między Julią Zabini a Hyperionem Malfoyem Hansa.
 — Prawda — przyznała cicho Anna.
 — Pamiętasz, jak Hans go traktował? — dopytywała Elsa. — Już od pierwszego roku? Na przykład wtedy, kiedy pobili się w drugiej klasie, gdy Jack dowiedział się, co znaczy szlama?
Elsa zauważyła, że Anna patrzy na nią dziwnie. Spojrzenie rudowłosej było mieszaniną konsternacji i, co bardziej nienormalne, rozbawienia.
 — Myślałam, że Jack cię nie obchodził — powiedziała Anna, a na jej twarz wpełzł uśmiech. — Wydawało mi się, że zwracałaś na niego uwagę, jeśli to było konieczne... Patrzyłaś wtedy na niego jak na coś zgniłego i zapakowanego w starą skarpetę.
Elsa poczuła niewytłumaczalne ciepło na policzkach.
 — Nie o to mi chodzi — rzekła wymijająco Krukonka. — Rzecz w tym, że Hans ma pogardliwy stosunek do mugolaków, a ty nie. Przynajmniej tak mi się wydaje...
 — Oczywiście, że nie myślę tak o mugolakach — zaperzyła się Anna. — Wiem, że Hans ma... — Zawiesiła głos, zastanawiając się. — Niekoniecznie zawsze ma rację. Ale ty nawet nie wiesz, ile mamy wspólnego!
Elsa uniosła brwi.
 — Oboje lubimy quidditcha — odpowiedziała Anna, zanim siostra zadała jakiekolwiek pytanie — uwielbiamy kanapki z szynką, kibicujemy tym samym drużynom, kochamy czekoladę...
 — Oprócz jedzenia i quidditcha?
Zadane pytanie wyraźnie zbiło z tropu Annę. Kilka razy otwierała usta, jakby miała coś powiedzieć, ale rezygnowała.
 — Hans jest żartobliwy, uwierz mi, potrafi się bawić, pomaga mi, jest dobrze wychowany, miły, pomocny... — wyliczyła Anna z rozmarzeniem.
 — Traktowałby cię tak, gdybyś nie była czystej krwi? — Elsa złożyła dłonie na stole.
Krukonka nie chciała zdołować Anny, ale to wyszło przypadkiem.
 — Pewnie nie — odparła cicho posmutniała Gryfonka. Dodała z zapałem: — Ale ja z nim porozmawiam! Tak, to na pewno pomoże... — zaśmiała się krótko.
Anna na pewno miała świadomość, że Hansa nie da się łatwo zmienić. Elsa wiedziała, że jej siostra z całych sił spróbuje naprowadzić Ślizgona na dobrą drogę. Prawdopodobnie będą to zbyteczne wysiłki. Elsie zrobiło się żal Anny. Widziała, że siostra ubóstwia Hansa. Krukonka zaczęła odczuwać wyrzuty sumienia, że w ogóle zaczęła z Gryfonką temat przekonań chłopaka. Może lepiej byłoby, gdyby Anna tkwiła w szczęśliwym związku z Hansem, ignorując tak ważny fakt jak nienawiść Ślizgona do mugolaków?
 — Spróbuj. Uda ci się — skłamała Elsa, aby dodać siostrze otuchy.
Elsa, podejmując temat tego, jak Hans traktuje mugolaków, sądziła, że Anna się na nią obrazi. Krukonka nie zdziwiłaby się, gdyby tak się stało. W końcu olewała Gryfonkę przez lata, więc czy mogła oczekiwać, że z radością przyjmie ona siostrzane rady?
Może Anna chce, abyś jej radziła — mruknął niepewny głosik w umyśle Elsy.
Nie bądź głupia — odezwał się drugi cichy głosik w głowie. — Anna doskonale radziła sobie przez te wszystkie lata bez ciebie. Teraz miałaby nagle cię potrzebować?
Elsa uwierzyła drugiemu głosikowi, chociaż wolałaby, aby pierwszy miał rację.
 — Słyszałaś o tych plotkach z włamem do wieży Gryffindoru? — zagadnęła Anna.
 — Nie. — Elsa nachyliła się w stronę siostry.
 — Ponoć... znaczy się, Edward tak mówi, a Benedict potwierdza. Według nich, ktoś w nocy przed kolejnym zadaniem turnieju włamał się do wieży Gryffindoru. Edward mówi, że przebudził się i widział, jak jakiś człowiek szpera im po kieszeniach płaszczy. Potter obudził Benedicta, ale wtedy ten tajemniczy gościu rozpłynął się w powietrzu! Dziwię się, że te plotki jeszcze nie doszły do nauczycieli...
Elsa parsknęła śmiechem.
 — Nie mów, że w to wierzysz...
 — Wiesz, Potter tej nocy wybrał się do kuchni — odparła Ania — kurczę, sama nie wiem, jak on może łazić po korytarzu i nikt go nie zauważa! W każdym razie wrócił, pokój wspólny był pusty, Edward od razu poszedł spać... właściwie to nie od razu, mówił, że przed snem najadł się...
 — A tak naprawdę nie było tajemniczego człowieka, tylko Potter miał halucynacje z obżarstwa — stwierdziła kąśliwie Elsa. — Ten włamywacz musiałby odgadnąć zagadkę, aby wejść do waszego dormitorium... przepraszam, podać hasło.
 — Jak się nad tym zastanowić... A jak wytłumaczyć to, że Benedict potwierdza?
Anna uśmiechnęła się triumfatorsko.
 — Przyjaźni się z Potterem — odpowiedziała Elsa. — Możliwe, że wymyślili to, aby zabłysnąć.
Nad głowami uczniów rozległ się donośny trzepot setek skrzydeł. Krukonka, mimo że nie spodziewała się tak prędkiego listu od rodziców, poczuła niemiły uścisk w żołądku.
Sowy fruwały pod szarym jak niebo sklepieniem, a jeden z ptaków odłączył się od chmary i zniżał powoli lot, kierując się w stronę Elsy. Dziewczyna z ulgą zauważyła, że zbliża się ku niej dostarczyciel „Proroka Codziennego”.
Krukonka, gdy zapłaciła sowie za dostawę gazety, skarciła się w myślach za to, że jest tak wystraszona. Dzień wcześniej, gdy pisała z Jackiem list do jej rodziców, starała się nie pokazywać, że rusza ją dostanie szlabanu i poinformowanie mamy oraz taty o wybryku na lekcji zielarstwa. Tak naprawdę Elsa czuła się okropnie i bardzo się obawiała. Drżała na myśl, jak zareagują jej rodzice. Byli przecież przyzwyczajeni, że ich córka nigdy nie sprawiała kłopotów.
Sowa, odebrawszy pieniądze, odleciała, głośno trzepocząc skrzydłami. Elsa rozejrzała się przypadkiem po Wielkiej Sali i jej wzrok spoczął na stole nauczycielskim.
 — Nie musi pan jeszcze nas opuszczać — zapewniła profesor Ambler Nixona, nie brzmiała przekonująco.
Mężczyzna poprawił płaszcz, chociaż ubranie leżało idealnie.
 — Ile razy mam ci powtarzać, mów mi po imieniu, Heleno — odparł z uśmiechem Nixon i puścił oczko nauczycielce.
 — Och, oczywiście.
Elsa mogła przyrzec, że profesor Ambler jest zażenowana sytuacją. Anna parsknęła śmiechem.
 — Sprawy naglą — stwierdził dziarsko Nixon. — Powóz już na mnie czeka. Nie pozostaje mi nic innego, jak wrócić do moich codziennych obowiązków... — Wcisnął żółty melonik na głowę, zgarnął walizkę, z której wystawał kawałek błyszczącego, śliskiego materiału. — Żałuję, że musiałem wieczorem was opuścić i nie mogłem spędzić z tobą tamtego wieczora, ale sama wiesz. Turniej. Wyszły nagle komplikacje i musiałem coś naprawić... Nie martw się, moja droga. Będziemy korespondować, prawda?
Zanim profesor Ambler zdążyła zareagować, Nixon chwycił jej dłoń i złożył tam ogromny pocałunek. Anna zachichotała.
 — Do zobaczenia — powiedział Nixon, nieudolnie siląc się na szarmancki ton. — Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy.
 — Do zobaczenia — odparła chłodno profesor Ambler.
Nixon ruszył w stronę wyjścia z Wielkiej Sali. Po drodze dołączyło do niego kilku uczniów, którzy zasypywali go pytaniami odnośnie czarodziejskich sportów.
Anna, ciągle chichocząc, wsypywała sobie do miski płatki śniadaniowe. Elsa zabrała się czytanie za pierwszego artykułu:


WYBITO POŁOWĘ POPULACJI JEDNOROŻCÓW Z LASÓW RODZINY SCAMANDERÓW!
Cloas Scamander, czarodziej, który na terenach leśnych wokół swej rezydencji daje schronienie magicznym stworzeniom, głównie jednorożcom, poinformował redakcję „Proroka Codziennego” o makabrycznych wydarzeniach zaszłych wczorajszej nocy. W godzinach nocnych wybito ponad połowę populacji jednorożców zamieszkałej na ziemiach Scamandera. Zbrodnia jest o tyle okrutna, że zostały wymordowane młode osobniki. Sprawą zajmuje się Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami.
Cygnus Twycross, przedstawiciel prasowy owego departamentu, udzielił niewielu informacji na temat zbrodni:
Wydział Zwierząt ciągle bada sprawę. Z dotychczasowym ustaleń wynika, iż jednorożce Scamandera nie zostały zamordowane przez inne magiczne stworzenia. Tego czynu dokonało prawdopodobnie kilkoro czarodziei. Śledztwo jednoznacznie wskazuje, że sprawcy wybili jednorożce w celu pozyskania ich krwi”, wyjaśnia Twycross.
Warto nadmienić, iż zabicie jednorożca jest straszną zbrodnią. Krew jednorożców to bardzo silna substancja magiczna.
Kim są podejrzewani o tę zbrodnię (cd. s. 4. kol.1.)?


 — Dasz mi poczytać dział sportowy? — odezwała się Anna.
Elsa oderwała się od lektury. Szybko przebiegła wzrokiem po innych nagłówkach artykułów. Dziewczynę nie zainteresował INTERES ŻYCIA EGIPSKIEGO CZARODZIEJA, ani NOWY CHIŃSKI MINISTER MAGII, ani NOWA RECEPTURA ELIKSIRU PRZECIW KICHANIU. Oddała Annie „Proroka”.
 — Przegrali... — mruczała pod nosem zadowolona Gryfonka.
 — Kto przegrał? — spytała Merida, dosiadając się obok Anny.
Elsa uznała, że skoro rozmowa schodzi na temat quidditcha, to czas pożegnać się z siostrą i wyruszyć w stronę biblioteki. Wychodząc z Wielkiej Sali, minęła Emmę Frost, która wyraźnie zdenerwowana, biegła w stronę Sali Wejściowej.

~*~*~*~

Elsa miała wrażenie, jakby wszystkie mięśnie odklejały się od jej kości. Wlokła się ciężko korytarzami, ledwo podnosząc nogi znad posadzki. Załadowana książkami i notatkami torba ciążyła na ramieniu (Jakbym nie mogła zostawić jej w dormitorium... — myślała już po fakcie Krukonka).
Trudno było spodziewać się, że szlaban u Salieta będzie łatwym zadaniem. Jack opowiadał, że zazwyczaj nauczyciel zielarstwa każe przenosić worki z nawozem, przesadzać różne rośliny, wykonywać dość ciężkie prace. Chłopak jednak pocieszał Elsę, że może zostanie potraktowana łagodniej, bo przyznała się do winy i do tej pory nie zrobiła nic złego.
Okazało się, że profesor Saliet nie miał taryfy ulgowej. Najpierw Elsa musiała poprzenosić donice z wrzeszczącymi drzewami z cieplarni czwartej do piątej. Gorsze okazało się jednak przycinanie przenoszonych roślin. Kąsające owoce rosnące na drzewkach były zaopatrzone w rzędy małych, ostrych jak brzytwy ząbków zdolnych poprzegryzać nawet rękawice ze smoczej skóry.
Z pokaleczonych dłoni ciekły stróżki krwi. Elsa, idąc w stronę biblioteki, przyciskała do zranień strzępki materiału pozostałego z rękawiczek. Dziewczyna nawet pomyślała kilka razy o tym, aby odbić w stronę gabinetu pielęgniarki, ale za każdym razem stwierdzała, że nie ma sensu. Rany nie były przyjemne, ale dało się przeżyć niemiłe szczypanie. Dziewczyna nie chciała się spóźnić, a tym bardziej odwoływać spotkania, pomimo zmęczenia i pogryzionych rąk.
Elsa wspięła się po schodach wolniej niż zazwyczaj i dotarła do biblioteki. Krukonka przywitała się z bibliotekarką siedzącą przy biurku, ale tamta tylko spojrzała na przybyłą z nieukrywaną niechęcią. Dziewczyna od razu ruszyła w stronę umówionego miejsca.
Jack już czekał przy ich stoliku. Gryfon wyglądał na znudzonego; dudnił rytmicznie palcami w blat. Jednak gdy tylko w polu widzenia pojawiła się Elsa, chłopak ożywił się i uśmiechnął.
 — Jak ci się podobało? — spytał zadziornie. — Było fantastycznie, prawda?
Elsa była tak zmęczona, że nawet nie miała ochoty wyszukać jakiejś złośliwości pasującej do odpowiedzi.
 — Fantastycznie — powtórzyła dziewczyna, siadając przy stoliku.
Jack parsknął śmiechem. Gryfon i Elsa zaczęli wyciągać swoje rzeczy na blat. W pewnym momencie dziewczyna zdała sobie sprawę, że chłopak obserwuje jej dłonie. Nie było rękawiczek, bo zostały zniszczone przez kąsające owoce. Elsa poczuła się tak, jakby za szybko jadła coś zimnego. Ściągnęła dłonie z blatu i położyła je na kolanach.
Elsa musiała jak najszybciej znaleźć rękawiczki. Bez nich nie mogła kontrolować swoich zdolności. Nawet najmniejsze zdenerwowanie mogłoby skończyć się tragicznie!
 — Skoczę szybko do dormitorium — oświadczyła.
 — Oczywiście, bo potrzebne ci są twoje supermagiczne rękawiczki. — Jack wywrócił oczami.
 — Darowałbyś sobie ten superinteligentny sarkazm — odparła Elsa.
 — Nie rozumiem, po ci te rękawiczki — przyznał ze zniewalającą szczerością chłopak. — Aha, już wiem. Wmówiłaś sobie, że ci pomagają...
Jack znowu chciał ją sprowokować do zaprzestania noszenia rękawiczek. Elsa wiedziała, co pragnął osiągnąć, ale nie miała bladego pojęcia dlaczego.
 — Nie wmówiłam sobie — powiedziała dziewczyna.
 — Hej, a jak założę sobie papierową czapeczkę na głowę i stwierdzę, że uchroni mnie przed urokami, to zadziała, co nie? — zapytał Gryfon ironicznie.
 — Wiesz, przez jakiś czas zupełnie zapomniałam o tym, jak bardzo irytujący jesteś.
Jack uśmiechnął się, jakby usłyszał wyjątkowo miłą pochwałę.
 — To leć po te supermagicznie rękawiczki — powiedział.
Elsa spojrzała na niego krytycznie i szybko wyparowała z biblioteki. Podążała w stronę dormitorium, czasem spoglądając na swoje blade, ubrudzone krwią dłonie. Jack, pomimo że mówił żartobliwym tonem, spowodował w głowie Elsy mały zamęt, którego wcale nie pragnęła. Po co w ogóle dziewczyna potrzebowała rękawiczek, skoro były one najzwyczajniejszymi, niemagicznymi rękawiczkami? Przez tak długi czas panowała nad swoją mocą, chociaż jej dłonie skrywała tylko cienka warstwa materiału. Mogłoby to być faktycznie wymyślonym poczuciem bezpieczeństwa. Elsa wcześniej nie wyobrażała sobie, że mogłaby sobie wmówić pomocniczość rękawiczek. Jednak to, co powiedział Jack, tak bardzo zapadło jej w pamięć...
Co jeśli potrafię sobie wmówić, że nie potrzebuję rękawiczek? — pomyślała nieśmiało Elsa. Potem przypomniała sobie rodziców i postarała się wkroczyć na tor myślenia, który jej wyznaczyli: — Nie, to głupota! One są mi potrzebne.
Właśnie tego zamętu obawiała się Elsa. Im więcej czasu spędzała z Jackiem, tym ten chaos stawał się większy. Część jej umysłu wołała, aby postępować dalej z radami rodziców. Wielokrotnie podczas rozmów z Anną Elsa miała ochotę odejść, aby czuć, że siostra jest bezpieczna. Krukonka kilka razy pragnęła odciąć się od Jacka, nigdy więcej nie spotykać się z chłopakiem, który poznał jej sekret. Często uśmiech znikał z jej twarzy, bo bała się, że uczucia przejmą kontrolę nad zimowymi zdolnościami. Jednocześnie Elsa chciała ryzyka zakazanego przez rodziców, ale tak przyjemnego. Uwielbiała rozmowy z Anną, momenty, gdy Jack ją rozśmieszał. Elsa była rozdarta między zasadami rodziców, a tym, jak cudownie wyglądało jej życie w ostatnim czasie, gdy zapominała o mocy i pozwalała czuć się normalną.
Dziewczyna, zatopiona w przemyśleniach, odpowiedziała na pytanie orła-kołatki i weszła do dormitorium Krukonów. W salonie przesiadywali uczniowie, którzy odrabiali pracę domową, ogrzewali się przy kominku lub relaksowali się po zajęciach.
 — Elsa, mam coś dla ciebie! — Zawołała Roszpunka, która przed chwilą czytała coś przy blasku ognia.
Elsa, pomimo że pragnęła jak najszybciej znaleźć rękawiczki, podeszła do długowłosej. Ona wręczyła jej gazetę.
 — Dostałam przedpremierowo — szepnęła wyraźnie wstrząśnięta Roszpunka. — Ja... już przeczytałam. Możesz wziąć... Jak chcesz, to przekaż Jackowi. Nie wiem, co o tym pomyśli.
 — Dziękuję, ale... — Słowa ugrzęzły Elsie w gardle na chwilę. Gazeta, którą wręczyła jej Roszpunka, to specjalne wydanie „Czarownicy”, gdzie miało być napisane dokładniej o Turnieju Trójmagicznym. — Och. Dziękuję.
Roszpunka odwróciła twarz w stronę kominka.
 — Sama nie wiem, czy Jack powinien to oglądać — wyznała długowłosa.
Elsa już domyślała się, że Bertha Moore napisała okropne rzeczy. Dziewczyna jeszcze raz podziękowała Roszpunce i zaczytując się już w „Czarownicy” udała się po rękawiczki.

~*~*~*~

Pierwszym wylosowanym przez Czarę Ognia reprezentantem Hogwartu w Turnieju Trójmagicznym jest Johnny Benjamin Frost. Wybór Johnny'ego to niemałe zaskoczenie dla niektórych czarodziei, ze względu na to, że chłopak pochodzi z niemagicznej rodziny i do tej pory nie ukazywał specjalnych zdolności magicznych. Jednak w czasie turnieju, chłopak niejednokrotnie wykazał się odwagą... a może zwykłym szczęściem?
Aby lepiej poznać reprezentanta Hogwartu, należy dokładniej nakreślić jego historię.
Johnny Frost jest synem mugoli Anthony'ego i Jane Frostów, bratem Emmy Frost, która w tym roku rozpoczęła naukę w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Od najmłodszych lat mieszkał z rodziną w małej wiosce pod Londynem. Jako dziecko nie wykazywał specjalnych zdolności magicznych, a przynajmniej tak możemy spekulować, opierając się jego obecnym poziomem umiejętności czarodziejskich. Johnny cieszył się sielankowym dzieciństwem, dopóki jego życia nie naznaczyła straszna tragedia. Zaledwie kilka dni po jedenastych urodzinach, zmarł ojciec chłopaka.
To wydarzyło się w zimę”, wspomina ze łzami w oczach Emma Frost, „U nas jest takie małe jeziorko... tato chyba myślał, że skróci sobie drogę, idąc przez nie. Lód się załamał. Zostaliśmy sami z mamą. Było nam bardzo ciężko”.
Anthony Frost, mimo że nie miał bladego pojęcia o magii, był bardzo dumny i stanowił dla syna, który dopiero co dowiedział się o czarodziejskim świecie, wyjątkowe oparcie. Trudno się dziwić, że Johnny Frost ciężko zniósł odejście ojca i pogorszenie jakości życia rodziny. Jedenastoletni wówczas chłopak z trudem przeżywał kolejne dni, zapominał o radości z życia.
Nie umiejąc poradzić sobie z emocjami, Johnny maskował swój wewnętrzny ból niewybrednymi żartami i nerwowym zachowaniem. Będąc już uczniem Hogwartu (został przydzielony, o dziwo, do Gryffindoru) chłopak wielokrotnie robił niemiłe dowcipy Hansowi Jungowi, swojemu przyjacielowi, wyładowując na nim swą frustrację.
Mimo wszystko chłopak znalazł przyjaciół w Hogwarcie, którzy pomagają Johnny'emu. Mimo to pragnienie ojcowskiego uczucia ciągle gnębi młodego czarodzieja. Chłopak zaprzyjaźnił się ze Stoickiem Haddockiem, ojcem jego najlepszego przyjaciela, mając nadzieję, że odnajdzie w mężczyźnie choć namiastkę taty. Niestety, los chciał, że znajomość pana Haddocka i Johnny'ego nie trwała długo.
Frost nie jest specjalnie utalentowanym uczniem, o czym świadczą jego marne stopnie. Chłopak nie przykłada się do nauki. Według Hansa Junga, powodem może być to, że Johnny nie ma odpowiedniego autorytetu.
Czy chłopak pokroju Johnny'ego Frosta powinien reprezentować Hogwart w tak poważnym przedsięwzięciu, jakim jest Turniej Trójmagiczny? Zdania są podzielone. Będąc obiektywnym, trzeba przyznać, iż Czara Ognia mogła się pomylić, chociaż sędziowie zarzekają się, iż jest ona nieomylna.
Pod mniejszą wątpliwość podpada to, czy Ella Vinters, utalentowana czarownica czystej krwi, powinna brać udział w Turnieju...




Rozwścieczony Jack cisnął gazetę na blat.
 — Rozpisała się, nie ma co — burknął chłopak.
Jack zaklął, ale Elsa nie skomentowała tego. Uważała, że w takiej sytuacji każdemu mogłyby się wypsnąć nawet takie słowa.
Elsa szczerze powiedziawszy, nie spodziewała się, że tak będzie wyglądał artykuł Berthy. Krukonkę zadziwiało to, że dziennikarka nie napisała o niej nic gorszego niż dotychczas. Reporterka krótko nakreśliła historię Elsy, bez zbędnych rewelacji, skupiła się na wywiadzie z profesorem Clevesem, który ocenił uczennicę pod względem nauki i przygotowania do turnieju. Mimo że dziewczyna nie została obsmarowana w artykule, to obawiała się, że jest to cisza przed burzą, a Bertha zbiera jeszcze materiał na wielką rewelację.
Elsa martwiła się o Jacka. Wyglądał na bardzo rozgniewanego tym, że jakiś żałosny brukowiec pisał o śmierci ojca. Elsa, odkąd wyszedł pierwszy artykuł Berthy Moore o Turnieju Trójmagicznym, wiedziała, że Jack nie ma taty. Niegdyś ciekawiło to dziewczynę, ale nigdy nie przeszło jej przez głowę, aby wypytać Gryfona o szczegóły. Krukonka uznała, że skoro chłopak sam nie wyjawił prawdy, to nie powinna naciskać.
Elsa nie wiedziała, czy Bertha napisała prawdę. Dziewczyna nie wierzyła w prawdziwość artykułów tej dziennikarki. Krukonka nie wyobrażała sobie sytuacji, gdyby jej życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni wraz z odkryciem czarodziejskiego świata, a zaraz potem stracenia kogoś bliskiego.
Przy stoliku w cichym kącie biblioteki panowało niezręcznie milczenie. Jack znowu dudnił palcami w blat, marszcząc brwi.
 — Jack, to co napisała Bertha jest prawdziwe? — spytała nieśmiało Elsa.
Jack podniósł wzrok na dziewczynę.
 — Rewelacja, „Czarownica” napisała prawdę... prawie. — Wymusił krótki śmiech. — Nie jesteś przypadkiem zmęczona po szlabanie u Salieta? Może odpuścimy sobie naukę?
 — Tak, jestem zmęczona — przyznała dziewczyna — ale...
 — W sumie... ja też jestem zmęczony — wtrącił Jack, zanim Elsa zdążyła odpowiedzieć. — Chyba muszę z kimś pogadać. Trzymaj się.
I wyszedł prędko z biblioteki, zapominając spakować kilku książek.

~*~*~*~

Cześć!
Co u Was słychać? Ja, powiem szczerze, padam na twarz. Ledwo co zmuszam się do otwierania oczu! Dobra, nie narzekam, bo nie jest tak źle (bywało gorzej). 
Trochę to trwało, zanim opublikowałam ten rozdział. Coraz bliżej jestem jednego z tych momentów w opowiadaniu, których nie mogę się doczekać! Pewnie, gdy nareszcie zacznę opisywać tę akcję, chęć i wena się ulotnią i wyjdzie wielkie... O, już mam! Wyjdzie wielka kaszana! Muszę trzymać kciuki za samą siebie! 
Pozdrawiam!

16 komentarzy:

  1. Prawie ? Tak się nie kończy no ;-; Czekam z niecierpliwością na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no wiem, jestem okropna...
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Okropna? Ty jesteś Polsatem! Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, znowu nazwano mnie Polsatem... :D

      Usuń
  3. Okropna? Ty jesteś Polsatem! Weny

    OdpowiedzUsuń
  4. No co ty :D Już nie mogę się doczekać tego fragmentu, którego nie możesz się doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że ja zazwyczaj nakręcam się na smutne momenty... ups, spojler (a może nie?)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. :D Smutne momenty są fajne XD

      Usuń
  5. No, Bertha napisała prawie prawdę. Jakaś nowość XD
    Ale trza przyznać, że kobita ma tupet, wtrącać się w nie swoje sprawy, przekręcić prawdę i sprawiać tym przykrość.
    No nic, czekam na next i liczę na jakąś żywszą akcję! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie koniec świata, Bertha napisała coś, co chociaż w 1% jest prawdą! No cóż, Bertha to cicha woda :) Żywsza akcja (i ten moment, który chcę opisać) pojawi się w następnym lub dwa rozdziały potem.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ekhm...
    No więc dzień dobry, zawitałam tu w końcu i muszę przyznać, że się nie zawiodłam.
    Piszesz cudownie - zazdroszczę bardzo. Jak prawdziwa pisarka!
    :o Te wszystkie śpiewy, zagadki itp. idą ci świetnie (ja bym tak nie umiała). Kilka literówek ale co tam, każdemu się zdarza.
    Nie lubię Meridy -.- Jest taka wredna dla Elsy. Za to kocham Roszpunkę i Czkawkę - są zajefajni :D
    Johnego i Ellę tez lubię xDD :) A Emma jest przeurocza ♥
    Nakręciłam się na to opowiadanie ! :P
    Pozdrawiam, życzę weny i zapraszam do mnie
    Susan Kelley
    http://thestoryofnewgeneration.blogspot.com/
    PS.: dodaje do poleconych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja napiszę tak dla odmiany: dobry wieczór! :D
      Bardzo fajnie, że Ci się spodobało moje opowiadanie i dodałaś je do poleconych ♥ Jest mi bardzo miło. Ogólnie wierszokleta ze mnie marny, ale może jednak nie najgorszy :p Literówki i przecinki to moja zmora.
      Merida faktycznie jest postacią dość oporną... może kiedyś zacznie Elsę tolerować? Johnny i Ella to normalnie para bardziej rozpoznawalna niż Brangelina...
      Na pewno zajrzę na Twojego bloga (Czuję Percy'ego i innych herosów!)
      Także życzę weny i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Wreszcie jestem i komentuję. Miałam to zrobić wcześniej ale rozdział pochłonął mnie całkowicie i straciłam rachubę czasu -.-
    Coraz bardziej lubię Jacka i Elsę jako "parę" Lubię sposób w jaki ze sobą rozmawiają i te ich droczenia się ;)
    Szkoda, że Jack nie chciał z nią rozmawiać o artykule. Być może dowiedzielibyśmy się co było prawdą...
    Cieszę się, że Elsa stanęła po stronie Jacka nawet w rozmowie z siostrą ;)
    To tyle. Przepraszam, że tak krótko, ale czas mnie nagli
    życzę weny na dalszy ciąg i wielu pomysłów
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! :)
      Elsa i Jack faktycznie stają się coraz bardziej „parą” (nawet jeśli jest to napisane w cudzysłowie). Powiem szczerze, że bardzo miło pisze mi się rozmowy między tą dwójką.
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam!
      P.S. Wyczekuję kolejnych rozdziałów Muzycznej Misji i Ignis at glacies :)

      Usuń
  8. Nominowałam cię do LA ^^ Więcej u mnie: http://jelsahighschool.blogspot.com/
    Tak a propo to cudowny blog ^^ Wszystkie, które pisałaś był świetne, bo tak naprawdę czytam od samego początku, ale nie komentowałam :/ Znaczy na twoim pierwszym komentowałam, tylko po inną nazwą xd
    No to weny i czekam na następny ^^ Postaram się komentować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za nominację!
      Jest mi naprawdę bardzo miło, że czytałaś moje blogi :)
      Pozdrawiam!

      Usuń